• Napastnicy zostali odsunięci od zespołu i ciężar zdobywania
bramek musiał spocząć na pomocnikach.
- Na pierwszą część pytania nie będę odpowiadał, bo to decyzja zarządu i nic mi do tego. Żaden z zawodników nie będzie próbował komentarza. Natomiast jeśli chodzi o gole, to trzeba zauważyć, że Piotrek dał dobrą zmianę. Wierzę, że Alek Bajevski wreszcie się przełamie, że Borce Manevski też coś strzeli, a na ławce czeka jeszcze Sławek Nazaruk. Nieważne, kto strzela, bo może to zrobić Jurkowski czy Leciejewski, ważne, że Górnik wspiął się w górę tabeli. Wygraliśmy i przypomnieliśmy sobie jak smakuje zwycięstwo. Przecież poprzednio pokonaliśmy Arkę Gdynia. To było bardzo dawno temu.
• Jeszcze dawniej strzelił pan gola.
- Dwa lata temu, w ostatniej minucie meczu z Groclinem. Oby znowu nie spotkała mnie dwuletnia przerwa.
• To był najładniejszy gol w dotychczasowej karierze?
- Nie wiem, ale na pewno fajny. Jednak do końca nie widziałem tego gola. Kiedy tylko dostrzegłem, że Pilarz nie ma żadnych szans na udaną interwencję, to już nie patrzyłem jak piłka wpada do siatki. Nie wiedziałem, co zrobić ze szczęścia. Chciałem pobiec w kierunku trybun, gdzie zawsze siedzi moja dziewczyna Ewa i jej zadedykować bramkę. Ale kiedy już ruszyłem w tamtym kierunku, to przypomniałem sobie, że... się rozchorowała i została w domu. (śmiech). Więc zawróciłem w stronę kibiców za bramką. Żeby im podziękować za doping i wsparcie. Bo my przecież nie jesteśmy zespołem, który będzie grał piękny futbol i wygrywał po 3:0. Wszystko musimy nadrabiać ambicją i walką.
• I tej walki było bardzo dużo.
- Bo to był trudny mecz. Na Legii byliśmy cofnięci, więc defensywnemu pomocnikowi, takiemu jak ja, gra się nieco lepiej. A z Odrą mieliśmy zaatakować. Ciężko było w środku pola, bo Malinowski, Smoliński i Muszalik to przecież znani w lidze zawodnicy. W drugiej połowie zgrałem już o niebo lepiej. Opuściliśmy ostatnie miejsce w tabeli, dzięki czemu nasze głowy będę trochę lżejsze.
• Mieliście pretensje do arbitra, że nie przyznał przywileju korzyści oraz nie podyktował rzutu karnego?
- To były nawet trzy sytuacje. Przy pierwszej po prostu musiał puścić grę. Druga zobaczę, jeszcze w Canal+, ale moim zdaniem karny był ewidentny. I trzecia - wystarczy popatrzeć na ślad na nodze Piotra Bronowickiego. To była następna jedenastka.
• Po meczu z Widzewem nie bał się pan powiedzieć kilku mocnych słów.
- Tak mnie wychowali rodzice. Jestem Serbem i w moim kraju, jeśli ktoś ma coś na myśli, to i na języku. Rozmawiałem potem z prezesem, menedżerem oraz trenerem, niektórzy ludzie mieli do mnie o to pretensje. Może zabrzmiało to jakbym był zrezygnowany, ale chodziło mi o coś zupełnie innego. Moi celem był mały wstrząs. Może faktycznie trochę mnie poniosło, ale nie wiem, co powiedzieć innego w momencie, kiedy przegrywamy u siebie 1:5 z beniaminkiem, zespołem porównywalnym do nas. Jestem szczerym facetem.
• Wrócił pan ze środka obrony
do środka pomocy i to z dobrym skutkiem.
- Bartek Jurkowski był w drugiej drużynie, ale to już historia. Moim zdaniem jest jednym z trzech najlepszych środkowych obrońców w Polsce, zwłaszcza kiedy jest przygotowany w stu procentach. I wcale nie odbijam piłeczki, jak w ping pongu, za to, że mnie pochwalił po meczu z Legią. Wszyscy czujemy się pewniej, gdy jest na boisku. To przecież widać. Z Odrą bardzo dobrze wypadł także Toni Golem. Mam podpisany kontrakt z Górnikiem i będę robił to, co każe mi trener. Jeśli powie bym tańczył na poprzeczce, to będę to robił.
• A propos tańca - Górnik po meczu pójdzie w kapitańskie tango?
- (śmiech). Nie, choć może pozwolimy sobie na jedno piwo, bo już zapomnieliśmy, jak smakuje po zwycięstwie.
Reklama













Komentarze