Reklama
Zabójcza \"trójka\"
Sytuacja z końca meczu koszykarzy Startu AZS ze Zniczem Pruszków długo będzie wywoływała dyskusje. Czy rzut zza linii 6,25 m, który przesądził o porażce lublinian, był oddany po czasie? Kibice, będący całym sercem za swoim zespołem, byli przekonani, że tak. Sędziowie jednak nie mieli wątpliwości i uznali 3 pkt zdobyte przez przyjezdnych, chociaż wcześniej, w podobnych okolicznościach,
nie zaliczyli trafienia Michała Sikory.
- 06.11.2006 10:39
Kontrowersyjnych werdyktów było więcej. Dużo uwag można mieć do decyzji poprzedzających feralny rzut Michała Wołoszyna, na marginesie, najlepszego zawodnika Znicza, najwartościowszego gracza całego meczu. Na 13 sekund przed końcową syreną, po nieudanej akcji gości, piłkę z tablicy zebrał Jacek Olejniczak. I na pewno został nieprawidłowo zaatakowany przez rywala. Center lubelskiego zespołu, po krótkiej szarpaninie, ponownie opanował piłkę, ale arbitrzy odgwizdali... sporny. W praktyce oznaczało to możliwość ponowienia akcji przez pruszkowian. Ponieważ ostatnią kwartę rozpoczynali lublinianie, następne wznowienie należało się Zniczowi. Dominik Czubek natychmiast rzucił z dystansu. Ponownie faulowany Olejniczak (odpychany przez przeciwnika) nie złapał piłki i goście znowu byli w jej posiadaniu, a niepilnowany Wołoszyn zdołał oddać jeszcze jeden rzut rozpaczy (zza linii 6,25 m), niestety, celny.
Szkoda że gospodarze dopuścili do tak nerwowego momentu. Niestety, w przekroju całego spotkania grali nierówno. Najgorzej w drugiej kwarcie, kiedy tracili do pruszkowian już 10 pkt (33:43 w 18 min). Goście bombardowali lubelski kosz \"trójkami” w wykonaniu Wołoszyna (22-letni były gracz Lafarge Kielce i Stali Stalowa Wola), Dominika Czubka i Grzegorza Malewskiego. Start AZS wziął się za solidną obronę dopiero w trzeciej odsłonie, odrabiając dystans, a nawet przejmując inicjatywę. W 37 min, po \"trójce” Arkadiusza Pelczara, który zaczął regularniej trafiać w ostatniej kwarcie, gospodarze prowadzili 66:62. Na 30 sekund przed końcem meczu Pelczar ponownie trafił za 3 pkt, doprowadzając do wyniku 70:69. To był ostatni akord lublinian, wśród których najlepiej zaprezentował się pracowity i skuteczny Artur Bidyński.
Start AZS przegrał piąte spotkanie w sezonie, a już w najbliższą środę zmierzy się z wyżej notowaną drużyną - Sportino Inowrcoław. Z kolei pruszkowianie, którym w momentach krytycznych sprzyjali sędziowie, cieszyli się z piątego zwycięstwa z rzędu.
Reklama













Komentarze