Reklama
Lubelski klub na zakręcie
Na 18 listopada zaplanowano walne zebranie członków Towarzystwa Żużlowego Sipma. Podczas tego spotkania na pewno będzie toczyła się dyskusja nad przyszłością \"czarnego” sportu w Lublinie, który po dwóch nieudanych sezonach w I lidze przeżywa poważny kryzys.
- 06.11.2006 10:48
Wielokrotne pisaliśmy, że największym problemem jest zadłużenie klubu. Kwot nikt nie wymienia, ale w rozmowach często pada stwierdzenie, że wierzytelności są potężne. Podobno jest to największa barierą, przeszkadzająca w pozyskaniu sponsora. Dobroczyńcę TŻ mieliśmy poznać już kilka tygodni temu, jednak Zbigniew Wojciechowski, prezes honorowy TŻ i kandydat na prezydenta Lublina, wciąż nie jest pewny, czy firma zechce nawiązać współpracę. - Wiele wskazuje na to, że sprawa wyjaśni się dopiero po wyborach samorządowych. Jeżeli Wojciechowski będzie się liczył w wyścigu do prezydenckiego fotela, wówczas pertraktacje ze sponsorami mogą przybrać realne kształty. W innym przypadku prawdopodobnie skończy się na przedwyborczych deklaracjach.
- Mamy wiele kłopotów i podczas walnego spróbujemy uporać się przynajmniej z częścią z nich - powiedział Zbigniew Wojciechowski. - Może 18 listopada zapadnie decyzja o utworzeniu spółki akcyjnej. Na razie nie wiemy, jak potoczą się sprawy, ale cały czas jesteśmy w kontakcie z zawodnikami, także z tymi, którzy byli w Lublinie na ostatnim turnieju.
Dziś już wiadomo że do TŻ nie powróci Peter Karlsson. Szwed zdecydował się na przedłużenie kontraktu z klubem z Ostrowa. Jak widać, inni nie zasypiają gruszek w popiele. Lublinianie skazani są na czekanie, ponieważ nie mają pieniędzy na finalizowanie jakiejkolwiek umowy, a trzeba jeszcze realizować stare zobowiązania.
- Tylko z silnym sponsorem można snuć ambitniejsze plany - stwierdził Jarosław Siwek, sekretarz TŻ, pełniący obowiązki prezes. - Jeżeli nie będziemy mieli miliona złotych, to nie ma sensu zaczynać zabawy. Przynajmniej ja nie widzę takiej możliwości. Mniejsze środki tylko pogłębią kryzys, nakręcą większe zadłużenie. Już dwukrotnie popełniliśmy błąd, licząc, że połowę budżetu pokryją pieniądze ze sprzedaży biletów. Wystarczyło jednak kilka wpadek i wpędziliśmy się w kłopoty.
(tor)
Reklama













Komentarze