Co z tymi Azotami?
Miało być zupełnie inaczej. Wydawało się, że zespół Azotów, po batalii o utrzymanie w poprzednim sezonie okrzepł, solidnie przepracowany okres przygotowawczy zaprocentuje dobrą postawą w rozgrywkach, a gwarantami spokoju nerwów puławskich kibiców będą sprowadzeni nowi zawodnicy. Stało się inaczej, zaczęły się schody. Dwa remisy i aż osiem porażek musi budzić pytanie, co dzieje się z puławską drużyną?
- 14.11.2006 11:38
Nie tylko wyniki czynią wyżej postawione pytanie zasadnym. W grze drużyny z Puław trudno dopatrywać się jakichkolwiek plusów, minusy widać jak na dłoni, niemal na każdej pozycji. Z otoczenia klubu płyną jasne sygnały: Nowo przybyli mają problemy z aklimatyzacją i akceptacją wśród \"miejscowych” zawodników, a wzajemne, zazdrosne zaglądanie do portfeli nie służy budowaniu poprawnych relacji.
- W czasie mojej pracy w Azotach nie było żadnych podziałów - mówi Edward Koziński, były szkoleniowiec puławian: Dobrze mi się tam pracowało i dlatego jestem zniesmaczony, kiedy śledzę wyniki. Dlaczego odszedłem? Bo nie chciałem być w zespole na siłę. Uznałem, że nie jestem w stanie im już pomóc, że musi przyjść ktoś ze świeżym spojrzeniem. Może dokonano złej oceny sportowej tego zespołu? Uważam, że cel, jaki postawiono przed sezonem, był stanowczo zawyżony - Koziński doszukuje się podstaw słabych wyników byłych podopiecznych.
- Nie mam takich spostrzeżeń, choć pod latarnią może jest najciemniej. Zaglądanie do kieszeni, o którym pan mówi, nie jest u nas możliwe z jednej przyczyny: nie mamy kominów płacowych. Nie pozwala na to nasz budżet. Klub wywiązywał się z wszystkich postulatów szkoleniowców. Przecież to trenerzy proponowali wzmocnienia. Do spraw organizacyjnych nie można mieć żadnych zarzutów - mówi prezes Jerzy Witaszek.
Skąd w takim razie fatalna postawa w lidze? - Za złe wyniki nie do końca winiłbym zawodników, nie mam też pretensji do trenera Romana Trzmiela. Pracuje zbyt krótko. Dokonaliśmy dobrych transferów, na pewno nie osłabiliśmy drużyny, a wzmocniliśmy ją ogranymi piłkarzami. Obsadę bramki mamy najmocniejszą w lidze - zastanawia się Jerzy Witaszek. Oczekiwanych odpowiedzi, a może i rozwiązań, powinien udzielić szczegółowy raport sporządzany przez sztab szkoleniowy. - Dopiero na tej podstawie podejmiemy decyzje. Nie wykluczamy kar finansowych. Zawodnicy są świadomi zapisów w kontraktach, mówiących o stypendiach w przypadku obniżenia poziomu sportowego - mówi prezes Witaszek. A może należy spodziewać się kolejnej zmiany trenera?
Reklama













Komentarze