Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama NOWY LEXUS RZ Odkryj Steel-By-Wire | DNI OTWARTE 4-9 MAJA

Huśtawka nastrojów

To będzie zakończenie piłkarskiego roku dla polskiej reprezentacji. W środę drużyna Leo Beenhakkera zmierzy się w Brukseli z Belgią w ramach eliminacji do mistrzostw Europy. Czy \"biało-czerwoni” zakończą sezon w równie dobrych humorach, jak go zaczynali?
Po awansie do mistrzostw świata polscy kibice wpadli w euforię. Rok 2006 zaczynał się optymistycznie i nie zmąciła tego nawet porażka w towarzyskim spotkaniu z USA. Co prawda nikt przy zdrowych zmysłach nie ostrzył sobie zębów na sukcesy w Niemczech, ale chyba też każdy liczył na minimum przyzwoitości - dobrą grę, godne reprezentowanie kraju i wyjście z grupy. Złe przeczucia pojawiły się później w kotle czarownic, czyli na Stadionie Śląskim, kiedy reprezentacja uległa Kolumbii. Zespół został wygwizdany i wykpiony. W odwecie Jacek Bąk powiedział, że na tym obiekcie można grać najwyżej... koncerty. Zabawa w chowanego w Barsinghausen z fanami i dziennikarzami, połączona z arogancją Pawła Janasa i bufonadą prezesa PZPN Michała Listkiewicza, jeszcze bardziej popsuły klimat. Mundial zakończył się blamażem i nie zmieniła tego wygrana z Kostaryką. Kibice zaczęli odwracać się od reprezentacji. Mała nadzieja powróciła, gdy z funkcją selekcjonera pożegnał się \"Janosik”, a jego miejsce zajął Leo Beenhakker. Obcokrajowiec, bez układów i skłonności do prywatnych gierek. Holender otrzymał jedno zadanie - awans do finałów mistrzostw Starego Kontynentu. Dlatego nie ryzykował i sięgnął po zawodników z ekipy Janasa. I pomylił się, bo Polska przegrała z Danią oraz na inaugurację eliminacji z Finlandią. Klimatu nie poprawił remis z Serbią, przy świecących pustkami trybunach. Takiego obrazka nie widziano na meczach kadry od dawna. Ale już wtedy Beenhakker zaczął śmielej stawiać na zawodników z polskiej ligi, odstawiając legię cudzoziemską, najczęściej przesiadującą w swoich klubach na ławce rezerwowych. W reprezentacji zaczęli pojawiać się Łukasz Garguła, Radosław Matusiak, Paweł Golański, Jakub Błaszczykowski i Grzegorz Bronowicki. Ryzyko, nie dość, że się opłaciło, to jeszcze szybko zaczęło się spłacać. Konsekwencją były zwycięstwa nad Kazachstanem i Portugalią! Ten drugi mecz - na Stadionie Śląskim - uznano nawet za jeden z najlepszych w ciągu ostatnich kilku lat. I nikt już nie narzekał. Wrócili kibice, wróciła atmosfera i radość. A także nadzieja, że po raz pierwszy uda się awansować do ME. Jutro Polskę czeka ciężki sprawdzian na wyjeździe z Belgią. Jednak \"biało-czerwoni” na stadion w Brukseli wyjdą bez strachu, choć selekcjoner musi radzić sobie z plagą kontuzji. Kłopoty zdrowotne wyeliminowały Grzegorza Rasiaka, Krzysztofa Łągiewkę, Ireneusza Jelenia, Pawła Golańskiego, Arkadiusza Radomskiego, a kartki Wojciecha Kowalewskiego. Ale są inni, którzy dają nadzieję, że rok zakończy się równie optymistycznie, jak i się zaczął.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama