KOLARSTWO Rozmowa z Kazimierzem Kowalczykiem, nestorem lubelskich trenerów
Andrzej Frączkowski
07.12.2006 10:06
W lokalu klubowym sekcji kolarskiej lubelskiego Elpisu doszło do niecodziennego spotkania. Kazimierz Kowalczyk, 76-letni nestor kolarskich szkoleniowców, zaprosił swoich wychowanków, przyjaciół i ludzi wspierających przez lata jego działalność.
• Jak zaczęła się pana wielka przygoda z sportem?
- W sporcie rozkochał mnie nauczyciel WF Eugeniusz Hajkowski. Byłem wtedy uczniem I Liceum Ogólnokształcącego w Zamościu i w miejscowym SKS uprawiałem lekkoatletykę i kolarstwo. Dziś może to brzmi śmieszne, ale pierwszy start w wyścigu zaliczyłem na skradzionym niemieckiej armii rowerze, który miał jeszcze zamontowane uchwyty na karabin. Potem przyszły studia na krakowskiej AWF. Brak sprzętu powodował, że kolarstwo kończyło się jedynie na treningach. Więcej energii poświęcałem lekkiej i pływaniu. Udanie startowałem na średnich dystansach, a w pływaniu byłem nawet bliski załapania się
do kadry narodowej.
• Kiedy został pan szkoleniowcem?
- W latach 1954-58 pracowałem jako trener i szef urzędujący lubelskiego Zrzeszenia Sportowego Szkół Zawodowych \"Zryw”, później w ZW SZS, gdzie prowadziłem jednocześnie mocną w tamtych latach sekcję kolarską MKK Lublin. Pod moim okiem zaczynał wielką karierę późniejszy olimpijczyk, uczestnik Wyścigu Pokoju i mistrzostw świata Krzysztof Stec. Wkrótce przyszły sukcesy moich kolejnych wychowanków: Jarka Kędzierskiego, mistrza Europy oraz wielokrotnego reprezentanta Polski na szosie i na torze, Andrzeja Kamińskiego i Andrzeja Kity. W 1978 roku w naszym województwie kolarstwo było mocne w LZS, stąd znalazłem się w nowym klubie WLKS Spółdzielca, skupiającym najlepszych zawodników tego zrzeszenia. Tam pracowałem z wielokrotnym reprezentantem kraju Adamem Wojewódką i mistrzem Polski oraz posiadaczem wielu innych rekordów Januszem Pożakiem. Spółdzielca w 1980 r. był szóstym klubem w Polsce! Niestety, na krótko musiałem rozstać się z kolarstwem, ponieważ według złośliwych zbyt mocno angażowałem się w ruch solidarnościowy. Wróciłem do trenerki w 1983 roku do lubelskich Budowlanych, a potem przeniosłem się do Elpisu, gdzie pracuję społecznie do dzisiaj.
• Kolarstwo nie ma się dzisiaj najlepiej...
- Chyba zostaną nam tylko wspomnienia. Biedny Elpis został dzisiaj jedynym klubem kolarskim w Lublinie. Siwych włosów i lat przybywa, ale jeszcze się nie poddaję. Dlatego zapraszam wszystkich chętnych do uprawiania kolarstwa do naszego lokalu przy Jutrzenki 1 (codziennie w godz. 17-18 lub tel. 601 733 307). Za to że jeszcze prosperujemy, pragnę podziękować dyrekcji Elpisu i Domu Młodzieży SOS na czele z dyrektorem Leszkiem Puchalskim, Fabryce Okien \"BAS” z jej prezesem Juliuszem Barańskim, a także naszemu byłemu zawodnikowi Darkowi Cejnerowi, właścicielowi sklepów rowerowych w Warszawie.
Komentarze