Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama NOWY LEXUS RZ: Rewolucja totalna! | DNI OTWARTE 4-9 MAJA

Chciałbym jeździć Lublinie

Rozmowa z Danielem Jeleniewskim żużlowcem TŻ Lublin
• Trwa okres transferowy. Z wiadomych przyczyn w Lublinie na razie o kontraktach się nie mówi. Nie niepokoi się pan o starty w przyszłym sezonie? - Nie mam się czym niepokoić. Gdybym już chciał podpisać kontrakt z jakimś zespołem nie miałbym problemów ze znalezieniem pracodawcy. Chciałbym w dalszym ciągu reprezentować Lublin. Wiemy jednak, że klub ma spore problemy i trudno przewidzieć jak się to skończy. • Winą za kłopoty lubelskiego klubu wielu obarcza byłego dyrektora menedżera, Bogusława Kasińskiego. Czy tylko on zawinił? - Myślę, że powinniśmy dać mu jeszcze jedną szansę... (śmiech). A tak poważnie. Uważam, że ponosi on znaczną część winy. Co z tego, że zbudował całkiem niezłą drużynę, jeśli kompletnie nie miał pojęcia, jak ją poprowadzić. Uważam, że po prostu nie był aż tak kompetentny, jak o nim mówiono. Dodatkowo, zbyt często kłamał... Z drugiej strony jest tylko człowiekiem i popełnia błędy jak każdy. Nie przypisuję mu całej odpowiedzialności za niepowodzenia w sezonie 2006. Przecież nie on jeden był w klubie. Wszyscy widzieli, że źle się dzieje, ale nikt nie interweniował. Zarząd klubu też nie jest bez winy. • Czy lubelski klub zalega panu z płatnościami? - Są pewne zaległości. Być może znikome w porównaniu z całym budżetem, jednak dla mnie są to duże pieniądze. Skoro jesteśmy już przy tym temacie, to chciałbym serdecznie podziękować panu Jarosławowi Siwkowi. Dzięki jego staraniom czasami coś mi \"skapnie”. • Miniony sezon okazał się bardzo nieudany dla lubelskiego zespołu. Jaki był dla pana? - Nie ma co ukrywać, że też i dla mnie był słaby. Na początku nie miałem zbyt wielu okazji do startów. Potem to się zmieniło, ale z mojej dyspozycji nie mogę być zadowolony. Jak już zacząłem się rozkręcać, było praktycznie po sezonie. Mogę jedynie obiecać, że zrobię wszystko, aby następny był lepszy. • Zaczął pan przygotowania? - Właśnie rozpoczynam. Na początek - siłownia. • Jak wygląda sprawa pańskich starów w zagranicznych ligach? Kiedyś była Szwecja... - Sytuacja w Szwecji trochę się zmieniła. W tym momencie trudniej tam o kontrakt. Szwedzi zdali sobie sprawę z tego, że młodzi zawodnicy nie mają szans rozwoju, ponieważ miejsca w drużynach zajmują obcokrajowcy w tym także Polacy. Stąd niechętnie sięgają po zawodników zagranicznych. • W Polsce też powinniśmy promować swoich? - Daleki jestem od tego, żeby zamknąć rynek dla zawodników zagranicznych. To nie o to chodzi. Nie rozumiem tylko sytuacji, w której ściąga się do klubów zagranicznych juniorów, zapewnia im się bardzo dobre warunki, daje szanse rozwoju kosztem wychowanków. • Może są tańsi i jednocześnie lepsi od ich rówieśników z Polski? - Tańsi?! Wątpię. Weźmy na przykład Andreasa Messinga. Chłopak dostaje w Rzeszowie dwa kompletne motocykle plus zwrot kosztów przyjazdu na każdy mecz. Dwa motocykle to wydatek około 60 tysięcy złotych. Czy za te pieniądze nie można wyszkolić kilku krajowych juniorów? W Anglii i Szwecji już doszli do tego, że lepiej inwestować w swoich. Kiedyś potęgi żużlowe teraz mają jedno, dwa znane nazwiska.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama