Chciałbym jeździć Lublinie
Rozmowa z Danielem Jeleniewskim żużlowcem TŻ Lublin
- 14.12.2006 12:12
• Trwa okres transferowy. Z wiadomych przyczyn w Lublinie na razie o kontraktach się nie mówi.
Nie niepokoi się pan o starty w przyszłym sezonie?
- Nie mam się czym niepokoić. Gdybym już chciał podpisać kontrakt z jakimś zespołem nie miałbym problemów ze znalezieniem pracodawcy. Chciałbym w dalszym ciągu reprezentować Lublin. Wiemy jednak, że klub ma spore problemy i trudno przewidzieć jak się to skończy.
• Winą za kłopoty lubelskiego klubu wielu obarcza byłego dyrektora menedżera, Bogusława Kasińskiego. Czy tylko on zawinił?
- Myślę, że powinniśmy dać mu jeszcze jedną szansę... (śmiech). A tak poważnie. Uważam, że ponosi on znaczną część winy. Co z tego, że zbudował całkiem niezłą drużynę, jeśli kompletnie nie miał pojęcia, jak ją poprowadzić. Uważam, że po prostu nie był aż tak kompetentny, jak o nim mówiono. Dodatkowo, zbyt często kłamał... Z drugiej strony jest tylko człowiekiem i popełnia błędy jak każdy. Nie przypisuję mu całej odpowiedzialności za niepowodzenia w sezonie 2006. Przecież nie on jeden był w klubie. Wszyscy widzieli,
że źle się dzieje, ale nikt nie interweniował. Zarząd klubu też nie jest bez winy.
• Czy lubelski klub zalega panu z płatnościami?
- Są pewne zaległości. Być może znikome w porównaniu z całym budżetem, jednak dla mnie są to duże pieniądze. Skoro jesteśmy już przy tym temacie, to chciałbym serdecznie podziękować panu Jarosławowi Siwkowi. Dzięki jego staraniom czasami coś mi \"skapnie”.
• Miniony sezon
okazał się bardzo nieudany
dla lubelskiego zespołu.
Jaki był dla pana?
- Nie ma co ukrywać, że też i dla mnie był słaby. Na początku nie miałem zbyt wielu okazji do startów. Potem to się zmieniło, ale z mojej dyspozycji nie mogę być zadowolony. Jak już zacząłem się rozkręcać, było praktycznie po sezonie. Mogę jedynie obiecać, że zrobię wszystko, aby następny był lepszy.
• Zaczął pan przygotowania?
- Właśnie rozpoczynam.
Na początek - siłownia.
• Jak wygląda sprawa pańskich starów w zagranicznych ligach? Kiedyś była Szwecja...
- Sytuacja w Szwecji trochę się zmieniła. W tym momencie trudniej tam o kontrakt. Szwedzi zdali sobie sprawę z tego, że młodzi zawodnicy nie mają szans rozwoju, ponieważ miejsca w drużynach zajmują obcokrajowcy w tym także Polacy. Stąd niechętnie sięgają po zawodników zagranicznych.
• W Polsce też powinniśmy promować swoich?
- Daleki jestem od tego, żeby zamknąć rynek dla zawodników zagranicznych. To nie o to chodzi. Nie rozumiem tylko sytuacji, w której ściąga się do klubów zagranicznych juniorów, zapewnia im się bardzo dobre warunki, daje szanse rozwoju kosztem wychowanków.
• Może są tańsi i jednocześnie lepsi od ich rówieśników z Polski?
- Tańsi?! Wątpię.
Weźmy na przykład
Andreasa Messinga. Chłopak dostaje w Rzeszowie dwa kompletne motocykle plus zwrot kosztów przyjazdu na każdy mecz. Dwa motocykle to wydatek około 60 tysięcy złotych. Czy za te pieniądze nie można wyszkolić kilku krajowych juniorów? W Anglii i Szwecji już doszli do tego, że lepiej inwestować w swoich. Kiedyś potęgi żużlowe teraz mają jedno, dwa znane nazwiska.
Reklama













Komentarze