Po blisko dwóch miesiącach szczypiornistki Safo ICom wracają na parkiet.
Marcin Prażmowski
18.12.2006 14:33
Już jutro w Lublinie rozpocznie się II Bożonaro-dzeniowy Turniej, w którym oprócz gospodyń zagrają: Iuventa Michalowce, AZS AWFiS Gdańsk i AZS Politechnika Koszalin. Mecz z tymi ostatnimi rozegrany zostanie w ramach ekstraklasy.
Spotkanie z \"akademiczkami” pierwotnie miało odbyć się 6 stycznia, jednak w tym terminie mistrzynie Polski czeka mecz z holenderskim Van der Voort Quintus w ramach Pucharu EHF. Działacze Safo ICom zaproponowali więc rozegranie meczu wcześniej, na co przystali rywale. W ustaleniach nie przeszkodził nawet fakt, że do konfrontacji dojdzie w hali MOSiR przy Al. Zygmuntowskich, a nie na \"Globusie”. - Zrobiliśmy ukłon w stronę łyżwiarzy, aby nie zarzucano nam, że mamy wyłączność na halę - informuje Andrzej Wilczek, prezes Safo ICom.
Mimo wcześniejszych doniesień, w lubelskich zmaganiach zabraknie ekipy Buducnosti Podgorica. - Czarnogórzanki wycofały się w ostatniej chwili. Kilka zawodniczek nabawiło się kontuzji i działacze woleli dmuchać na zimne, tym bardziej że w styczniu czekają ich mecze w Lidze Mistrzyń. Nie zmienia to jednak faktu, że turniej zapowiada się interesująco - podkreśla sternik Safo ICom.
Gospodynie zapowiadają walkę o obronę wywalczonego przed rokiem pucharu, jednak do końca nie wiadomo, w jakim składzie zagrają. Pod znakiem zapytania, szczególnie pierwszego dnia, stoją występy naszych kadrowiczek. Małgorzata Majerek, Dorota Malczewska, Ewa Damięcka i Magdalena Chemicz w weekend powróciły z finałów mistrzostw Europy i niewykluczone, że dostaną wolne. - Rozpatrujemy taką ewentualność, jednak wolałbym, aby zagrały - przyznaje Edward Jankowski, szkoleniowiec lubelskich piłkarek. - Dla nas najważniejsze będzie środowe spotkanie. Kadrowo drużyna jest uboga, więc nie możemy sobie pozwolić na jakiekolwiek osłabienie. Poza tym, dziewczyny muszą się zgrać, bo od ostatnich ich wspólnych wstępów minęło trochę czasu - dodaje trener. Kibice na pewno nie zobaczą w akcji kontuzjowanych Sabiny Włodek, Beaty Aleksandrowicz i Izabeli Puchacz.
Komentarze