Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Mozaika kulturowa

Rozmowa z Arturem Bożykiem, piłkarzem izraelskiego klubu Hapoel Bnei-Sachnin.
Artur Bożyk jest wychowankiem Granicy Chełm. Po kilku latach spędzonych w Hetmanie Zamość przeszedł do Górnika Łęczna, z którym wywalczył awans do ekstraklasy. I pomimo dużej konkurencji oraz małej przychylności kolejnych trenerów, potrafił wywalczyć sobie miejsce w podstawowym składzie \"zielono-czarnych”. W sezonie 2005/06 przeżywał kłopoty zdrowotne, co później latem wykorzystał Dariusz Kubicki rezygnując z jego usług oraz Bartosza Jurkowskiego, w zamian stawiając na bałkańskich środkowych obrońców: Toniego Golema, Leka Kcirę i Vladimira Sandulovicia. Ten eksperyment nie mógł się powieść. Jednak za nim działacze zdołali przejrzeć na oczy, 30-letniego obrońcy nie było już w klubie. W Łęcznej rozstano się z Bożykiem w kompromitujących Górnika okolicznościach. Tuż przed sesją zdjęciową piłkarz dowiedział się, że nie stanie razem z resztą zespołu przed fotoreporterami, a koszulkę z jego numerem 3 - ale już z innym nazwiskiem na plecach - przekazano Sanduloviciowi. Ktoś zapobiegliwy zamówił ją dużo wcześniej, zanim poinformowano o tym zawodnika. Nie chciano go w Górniku, więc Artur przeprowadził się do Izraela, do drugoligowej drużyny Hapoel Bnei-Sachnin. Jego nowy zespół, po rocznej przerwie, chce powrócić do najwyższej klasy rozgrywkowej. I jest na dobrej drodze, bo w tej chwili zajmuje pozycję wicelidera tabeli. •Ciężko było przyzwyczaić się do nowego kraju, otoczenia i zwyczajów? - Początki nie były łatwe, głównie ze względu na panujące tam temperatury. Często trenowaliśmy w godzinach południowych, kiedy dochodziło do 35 stopni. Dlatego musiałem pić dużo wody i jeść owoce. Natomiast bez problemów oswajałem się z nową kulturą. Szybko zacząłem poznawać ludzi i kraj, w którym żyją mieszkańcy chyba stu narodowości. To taka mozaika kulturowa. W naszym zespole też nie ma większych zgrzytów, bez względu ma to czy ktoś pochodzi z Jerozolimy czy Tel-Awiwu. •Z czym miał pan największe kłopoty? - Mieszkam w żydowskim miasteczku, a gram w arabskim klubie. Jednak mam dobry kontakt ze wszystkimi ludźmi, ponieważ od razu zacząłem uczyć się języka hebrajskiego. Do tej pory byłem sam, ale przed świętami Bożego Narodzenia, wykorzystując krótką przerwę w lidze, przyjechałem na kilka dni do Polski i do Izraela wracam z żoną Izą. 30 grudnia gramy już następne spotkanie. A wracając do pytania, to na początku największe problemy miałem z literami (śmiech). Natomiast do gustu bardzo mi przypadła miejscowa kuchnia, zawierająca dużo mięsa i sposób jego przyprawiania. Bardzo lubię m.in. potrawę hummus. •Myślicie z żoną nawet od dłuższym pobycie w tym kraju? - Zobaczymy co się będzie działo. Dobrze się tutaj czuję, kontrakt podpisałem na dwa lata i chciałbym go wypełnić. W drugiej lidze zajmujemy drugie miejsce, za Hapoelem Kiryat Shmona. Jednak mamy tyle samo punktów. Chcemy bardzo awansować i nie widzę zagrożenia w tym, kto mógłby nam przeszkodzić. Duża w tym zasługa naszego trenera, pochodzącego z Urugwaju. Na początku sezonu nie wykorzystywaliśmy wielu dogodnych sytuacji, ale od pewnego czasu zaczęło się to zmieniać, a nasze konto wzbogacać. •Konflikty polityczne z udziałem Izraela nie wprowadzają niepokoju? Pozwalają skupić się jedynie na grze w piłkę? - Mieszkam na północy kraju, w samym centrum Galilei, w miasteczku Karmiel. To w pobliżu granicy z Libanem, a mimo to w ogóle nie wyczuwa się zagrożenia. Żyje się normalnie, a do większej ilości wojskowych patroli i kontroli nie trudno się przyzwyczaić. •Kto pomagał panu w wyjeździe do Izraela? - Menedżer Alek Hit, który tam mieszka, ale urodził się w Zamościu. Przypadkiem wpadliśmy na siebie. •Ma pan kontakt z innymi Polakami? - W naszej lidze gra jeszcze tylko Maciek Nuckowski, w zespole Hapoel Bnei-Lod. A w mojej drużynie z obcokrajowców są tylko Kolumbijczyk i Senegalczyk. •Poziom drugiej ligi izraelskiej jest wyższy do drugiej ligi polskiej? - Na korzyść tamtejszej ligi przemawia przygotowanie techniczne. Natomiast mniejszy nacisk szkoleniowcy kładą na przygotowanie wytrzymałościowo-szybkościowe. Ale z tym akurat nie miałem nigdy problemów. Sam potrafię to zrobić, tym bardziej, że mam ku temu odpowiednie warunki. Dużo czasu poświęcamy na omówienie kwestii taktycznych. Trener często nas pyta o zdanie, jak to widać od środka, z perspektywy zawodników. •Wystąpił pan we wszystkich spotkaniach? - Jestem podstawowym zawodnikiem, a dodatkowo odpowiadam za organizowanie obrony. W lidze grałem we wszystkich meczach. Odnieśliśmy osiem zwycięstw, przegraliśmy dwukrotnie i zanotowaliśmy trzy remisy. •W Izraelu wspominają jeszcze Andrzeja Kubicę lub Grzegorza Wędzyńskiego? - Najwięcej dobrego słyszałem na Andrzeju, który przyjechał do tej ligi w dobrym dla siebie czasie. Dobrze radził sobie z obrońcami i zdobywał dużo goli. Do dziś ma bardzo dobrą opinię i gdy do Izraela przyjeżdża napastnik z Polski, to w pierwszej kolejności porównywany jest do Kubicy. Natomiast o grze Wędzyńskiego nie dowiedziałem niczego więcej, czego nie słyszałbym już w kraju. •W Hapoelu Bnei-Sachnin wcześniej grał również Remigiusz Jezierski. - Jednak Remek złapał kontuzję i wystąpił chyba tylko w jednym meczu. W moim klubie dobrze za to wspominają Dariusza Jackiewicza, obecnie zawodnika Zagłębia Lubin. •Rozumiem, że nie żałuje pan rozstania z Górnikiem? - W tym momencie już nie. Kiedy odchodziłem z Łęcznej, zdałem sobie sprawę, że w tym klubie osiągnąłem już wszystko co mogłem. Opuściłem Górnika w najodpowiedniejszej chwili i dziś nawet twierdzę, że nic lepszego nie mogło mi się przytrafić. Jestem o tym święcie przekonany. •Okoliczności rozstania nie były jednak zbyt miłe. - Szkoda, że komuś zabrakło odwagi, aby o pewnych decyzjach poinformować mnie dużo wcześniej i prosto w oczy. Tego numeru z przekazaniem koszulki komuś innemu nie chce mi się nawet komentować. To tylko świadczy o stylu kilku osób i metodach postępowania. Było - minęło. Na moje miejsce przyjechał zawodnik, którego nawet nikt nie obejrzał, nie sprawdził tego co umie. Jednak od razu czekał na niego kontrakt do podpisania i koszulka Bożyka. Ja z kolei musiałem pojechać na testy do Izraela, aby przekonać do siebie trenera. Miałem na to dziesięć dni, dwa sparingi i trzech napastników za konkurentów. Na jedno miejsce. •Dziś Hapoel Bnei-Sachnin walczy o awans, a Górnikowi, zamieszanemu w aferę korupcyjną, grożą degradacją. - W Izraelu też jest podobna sprawa. Jednak na ten problem zareagowano bardzo szybko. W walce z korupcją pomóc ma wykrywacz kłamstw. Próby na nim mają przechodzić zawodnicy, losowani tak jak do kontroli antydopingowych. Może i u nas nastąpi podobna determinacja w działaniu.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama