Reklama
Pozwólcie mu wrócić do Polski!
Oleksandr połowę życia spędził w Lublinie. Został deportowany na Ukrainę, ponieważ źle zrozumiał niejasny zapis w wizie.
- 19.02.2007 19:01
W Polsce została jego mama, czteroletni brat, przyjaciele i dziewczyna.
Olek Sverdeł przyjechał do Polski dziesięć lat temu razem z mamą, Ukrainką. W Lublinie skończył szkołę podstawową, potem gimnazjum i liceum. Najpierw mieszkał tu na podstawie karty pobytu. Potem, już jako pełnoletni, dostał paszport i wizę. W ubiegłym roku zdał maturę.
- Koszmar zaczął się od wyjazdu do Lwowa zeszłego roku, w czerwcu - opowiada jego matka Olena. - W drodze powrotnej Olek został zatrzymany na granicy. Urzędnicy stwierdzili, że w Polsce przez kilka tygodni mieszkał nielegalnie. Okazało się, że jego wiza była ważna tylko 90 dni, a nie 180 jak myślał. Musiał zostać na Ukrainie. A on przecież czuje się Polakiem... - kobiecie załamuje się głos. Teraz mieszka z dziadkami we Lwowie.
Chłopiec napisał odwołanie do dyrektora Wydziału Spraw Obywatelskich i Migracji lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego. Powołuje się m.in. na nieprecyzyjny zapis w dokumencie, który może wprowadzać w błąd. - Potraktowano mnie na granicy gorzej jak przemytnika. A ja bardzo chcę zachować wiarę w Polaków i polską sprawiedliwość.
Urzędnicy podtrzymali decyzję komendanta Straży Granicznej. Dlaczego? Józef Różański, dyrektor Wydziału Spraw Obywatelskich, obiecał, że porozmawia z nami o sprawie dopiero po tym jak przejrzy jej akta. My dotarliśmy jednak do uzasadnienia jego decyzji. - (...) Sverdeł Oleksandr wyjaśnił, między innymi, że powodem przeterminowania pobytu w RP była jego niewiedza odnośnie ważności wizy na podstawie, której przebywał w Polsce (...). - czytamy w niej. Dalej urzędnik powołuje się na przepis ustawy o cudzoziemcach, który bezwzględnie każe deportować w takich przypadkach.
Olek odwołał się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Sprawa czeka na rozstrzygnięcie. W walce o powrót do Polski pomagają mu przyjaciele i znajomi. - Uważam, że zrobiono temu chłopakowi krzywdę - mówi Leszek Edeński, prezes spółdzielni Mieszkaniowej \"Kalina”, który najbardziej zaangażował się w pomoc chłopcu. Wiem, że to zaradny i pracowity chłopak i bardzo chce tu wrócić.
-To bardzo sympatyczne dziecko - wspomina Olka Wiesława Górska, zastępca dyrektora XIV Liceum Ogólnokształcącego im. Zbigniewa Herberta w Lublinie. - Grzeczny chłopiec. Nie było z nim żadnych problemów. (ER)
Reklama
Komentarze