Slalomem między dziurami
Ruska, Andersa, Głuska, Krochmalna - te drogi są prawdziwą zmorą lubelskich kierowców. Topniejący śnieg odsłonił dziurawą rzeczywistość.
- 02.03.2007 16:10
- Nasze jezdnie przypominają sito lub ser szwajcarski. Szczególnie teraz, w okresie zimowych roztopów - skarży się Zbigniew Kiciński z Lubelskiego Stowarzyszenia Taksówkarzy. Ulice, do których nie ma zastrzeżeń mógłby wymienić na palcach jednej ręki. Pozostałe są w opłakanym stanie. - Najgorsza jest ul. Andersa, odcinek od skrzyżowania ze Spółdzielczości Pracy do ronda Berbeckiego przy Lwowskiej. Przejeżdżam tamtędy z duszą na ramieniu. Jazda z prędkością większą niż 30 km na godzinę grozi uszkodzeniem auta - mówi.
Kierowcy skarżą się też na wyrwy i nierówności na ul. Ruskiej. - Jeżdżę tą drogą codziennie od kilkunastu lat. Jest naprawdę w opłakanym stanie - twierdzi Jan Jeleniewski, pracownik korporacji \"Echo Taxi”. - Tylko czekać aż dojdzie tam do jakiejś tragedii - dodaje. Tym bardziej, że to wyjątkowo tłoczne miejsce. Przy ulicy znajduje się i bazar i przystanek busów. Wśród ulic o najgorszej nawierzchni wymienia też Diamentową; szczególnie fragment od skrzyżowania z Romera do Krochmalnej.
Sama Krochmalna też pozostawia wiele do życzenia. Taksówkarze twierdzą, że aby dotrzeć nią w okolice Placu Bychawskiego trzeba być naprawdę zdesperowanym.
O pomstę do nieba woła ul. Głuska. - Ominięcie dziury graniczy tam z cudem - przekonuje Andrzej Nawłatyna z \"Multi” Taxi Radio. - Po zimie tych wyrw jeszcze przybyło. A te, do których zdążyliśmy się już przyzwyczaić: urosły. Nie jeden mój znajomy skrzywił tam felgę, albo uszkodził zawieszenie samochodu - Zdaniem Nawłatyna, doraźne łatanie dziur w asfalcie nic nie da. Ulica jest tak zniszczona, że wymaga gruntownego remontu.
Taksówkarzy irytuje też Młyńska. Kierowcy robią, co mogą, by omijać największe wertepy, ale nie zawsze im się to udaje. - A skutki, jakie są wszyscy wiemy: pozdzierane opony, zawieszenie i amortyzatory do wymiany - tłumaczy Jolanta Kunys, dyspozytorka Radia Taxi \"Rytm”. - Właściciele lubelskich warsztatów samochodowych muszą zbijać kokosy - żartuje.
Dziury to nie wszystko. W godzinach komunikacyjnego szczytu trzeba odstać swoje. Rano mieszkańcy Lublina próbują się dostać do centrum. Po południu robią, co mogą, by się stamtąd wydostać.
Od 7.30 do mniej więcej 9 najdłuższe korki są na m.in. na Nadbystrzyckiej i Narutowicza w stronę Okopowej. Żeby dojechać do Głębokiej na Filaretów trzeba odczekać nawet kilkanaście minut. Sama Głęboka też jest zakorkowana. Szybko nie przejedzie się przez al. Tysiąclecia. Bardzo ciasno jest głównie w okolicy zamku. Korki są od wiaduktu Poniatowskiego do al. Racławickich. - Lepiej tędy do centrum nie jechać, bo można stracić cierpliwość - ostrzega Edward Lipa, prezes Radia Taxi \"Lublin”.
O zawrót głowy może też przyprawić sznurek aut na ul. Północnej. - Żeby tamtędy dojechać do Sikorskiego, trzeba najpierw przeczekać kilkakrotną zmianę świateł - twierdzi taksówkarz Radia Taxi \"Eska”. Nie lepiej jest na Wyrwasa. Długie korki są także na Racławickich w kierunku 3-go maja, na Kraśnickich i w okolicach Placu Bychawskiego.
Od godziny mniej więcej 14 do 17 korki tworzą się w odwrotnym kierunku.
Reklama
Komentarze