Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Mandatem w brudasa

Pomyśl, zanim wyrzucisz coś na ulicę. Straż Miejska ma surowiej karać tych, którzy śmiecą w publicznych miejscach . Takie polecenie wydał prezydent Lublina.
- Nie jest czysto tam, gdzie się sprząta, ale tam gdzie się nie śmieci - mówi Adam Wasilewski, prezydent Lublina. Od komendanta Straży Miejskiej zażądał, by surowiej traktował tych, którzy śmiecą w miejscach publicznych. Mają być karani mandatami. Sypanie mandatami nie będzie łatwe. - Kiedy przechodzi umundurowany patrol, to każdy kto ma zamiar popełnić czyn zabroniony prawem w danej chwili zachowuje się poprawnie - przyznaje Waldemar Wieprzowski, komendant Straży Miejskiej. Sęk w tym, że strażnicy nie mogą pracować w cywilnych ubraniach. Ostrzej mają być też traktowani ci, którzy mają bałagan na swoich posesjach. - Działania polegające na wzywaniu kogoś do posprzątania nie przynoszą skutku - zauważa prezydent. Dlatego urząd ma zlecać sprzątanie takie posesji, a potem odzyskiwać pieniądze od właściciela nieruchomości. Jeśli nie zechce zapłacić, miasto wejdzie mu na hipotekę. Władze Lublina chcą surowszych kar, ale same nie wywiązują się ze swoich obowiązków. Zgodnie z uchwałą Rady Miasta przyuliczne śmietniki powinny stać nie rzadziej niż co 150 metrów. - A niech mi pan pokaże ulicę, gdzie tak jest - śmieje się Sylwia Wypych, mieszkanka śródmieścia. - Rzeczywiście jest taki przepis - dodaje zdziwiona. Przepis jest, ale martwy. Co prawda miasto kupiło ostatnio sporą partię koszy. Ale trafiły one w te miejsca, w których śmietniki już stały, w większości na przystanki komunikacji miejskiej. I w całej operacji chodziło nie tyle o to, by koszy było więcej, co o to, żeby były one własnością miasta, a nie firm zajmujących się sprzątaniem. Żeby spełnić wymogi uchwały, trzeba by kupić co najmniej dwa tysiące koszy na śmiecie.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama