Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Przeżyj wakacje na trzeźwo

Za sprzedaż alkoholu nieletnim można stracić nie tylko koncesję, ale nawet prawo do prowadzenia interesu.
Marta i Wojtek mają po 16 lat. Czują się dorośli i przyznają, że czasami zdarza im się pić alkohol. - Ale bez przesady, jedno czy dwa piwa od wielkiego dzwonu - zapewniają. - Coś mocniejszego? Owszem, ale to już naprawdę rzadko - mówią, dodając, że problemów z zakupem trunków raczej nie mają. Nie tylko oni. Pijani w sztok młodzi ludzie to stali bywalcy izby wytrzeźwień. W tym roku zamojski \"żłobek” przyjął już nawet więcej takich klientów, niż w 2006. - Najczęściej trafiają do nas chłopcy, dziewczęta jednak rzadziej. Z reguły mają od 15 do 17 lat - mówi jeden z pracowników izby. Takim sytuacjom ma przeciwdziałać ogólnopolska kampania społeczna \"Lato bez %”, w którą samorząd Zamościa włącza się kolejny rok z rzędu. Na terenie miasta rozwieszono plakaty informujące o zakazie sprzedaży alkoholu nieletnim, a w sklepach spożywczych prowadzone są kontrole. - Zawsze z udziałem funkcjonariuszy Straży Miejskiej. Sprawdzamy, czy właściciel ma pozwolenie i czy nie podaje alkoholu nietrzeźwym bądź nastolatkom - wyjaśnia Barbara Liskowacka z Wydziału Rozwoju Gospodarczego Urzędu Miasta Zamość. To właściwie nic nowego. - Rok temu byliśmy w Zamościu i przeprowadziliśmy wówczas 265 kontroli. W 18 punktach zostało złamane prawo, bo alkohol był sprzedany dzieciom - informuje Marcin Duma ze stołecznej firmy Homo Homini, która koordynuje akcją. - Na \"czarnej liście” znalazły się sklepy m.in. z ulic Wyszyńskiego, Lubelskiej, Hrubieszowskiej i Lwowskiej - wylicza Katarzyna Bednarczuk z zamojskiego magistratu. - Podczas kilku tegorocznych kontroli znowu wykryliśmy sytuacje, w których sprzedawcy łamali zakaz sprzedaży alkoholu nieletnim, ale było ich naprawdę mniej, niż poprzednio. Poza tym, zamojscy handlowcy, na tle swoich kolegów z innych rejonów Polski wypadają i tak nieźle. Pewnie dlatego, że boją się konsekwencji. Sprzedawca, który łamie prawo, musi się liczyć z grzywną, ale również odebraniem koncesji albo nawet zakazem prowadzenia działalności. Dlatego coraz mniej z nich podejmuje ryzyko. - Lepiej sprzedać jedno czy dwa wina mniej, niż być zmuszonym do zamknięcia interesu - tłumaczy pan Jan, właściciel jednego z zamojskich sklepów monopolowych. - Nasze ekspedientki są regularnie uczulane na to, by osoby młodo wyglądające prosić o okazanie dowodu. Czasem widać wyraźnie, że klientów to irytuje, ale innego wyjścia nie ma - dodaje właścicielka niewielkiego sklepiku osiedlowego. Widok pijanych młodych ludzi nie należy do przyjemnych. A w czasie wakacji na takie obrazki można się natknąć wyjątkowo często. Inicjatorzy akcji \"Lato bez %” wierzą, że zdołają tę sytuację zmienić

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama