Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Gwałtownie pomagał wstać

Nocą w centrum Lublina mężczyzna przewrócił kobietę i rzucił się na nią. Nie zdążył zrobić jej krzywdy, bo obezwładnili go przechodnie. Sąd wypuścił go na wolność
Pod koniec czerwca kobieta szła nocą przez centrum Lublina. Na ulicy Hempla, w pobliżu domu kultury, jakiś mężczyzna chwycił ją za rękę. Napadnięta zdołała się wyrwać. Ale przebiegła tylko kilka kroków. Napastnik - jak zeznała potem w prokuraturze - dopadł ją i przewrócił na ziemię. Krzyknął, żeby nie wzywała pomocy, bo nic jej to nie da. Kobieta zaczęła się bronić. Szarpanina trwała kilkanaście sekund. Przerwali ją przechodnie, którzy przechodzili w pobliżu domu kultury. Zobaczyli mężczyznę, którzy leżał na wyrywającej się i krzyczącej kobiecie. Stanęli w jej obronie. Zatrzymali napastnika i zadzwonili na policję. Funkcjonariusze zabrali 40-letniego Jarosława F. z Lublina. Kobieta nie miała porwanej bluzki, nie usłyszała też od napastnika, co chciał jej zrobić. Jednak prokuratura po przesłuchaniu świadków postawiła mu zarzut usiłowania gwałtu. - Z okoliczności sprawy wynika, że mężczyzna właśnie to chciał zrobić - mówi Marek Zych, zastępca szefa Prokuratury Rejonowej Lublin Północ. - Trudno przecież przyjąć, że miał jakiś inny zamiar. Nie zdążył jeszcze jej zerwać odzieży. Tymczasem Jarosław F. tłumaczył na przesłuchaniu, że... kobieta się potknęła, więc jej pomógł. Prokuratura nie uwierzyła i wystąpiła o jego aresztowanie. Wniosek rozpatrywał Sąd Rejonowy w Lublinie. Według niego nie ma żadnych dowodów na to, aby mężczyzna chciał przewróconą kobietę zgwałcić. - Zeznania pokrzywdzonej nie wskazują, aby podejrzany realizował jakiekolwiek czynności zmierzające do odbycia z nią obcowania płciowego - napisał w uzasadnieniu decyzji odmawiającej aresztowania Jarosława F. Mężczyzna wyszedł więc na wolność. Prokuratura odwołała się do Sądu Okręgowego w Lublinie, który prawdopodobnie w przyszłym tygodniu zajmie się sprawą. Jeśli utrzyma stanowisko sądu niższej instancji, prokuratorowi pozostanie praktycznie umorzyć sprawę. Może co prawda skierować do sądu akt oskarżenia, ale szanse na wyrok skazujący są w tego typu sytuacjach z reguły niewielkie.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama