Kobieta za ladą
Rozmowa z Bogusławą Krawczyk, zastępcą kierownika sklepu PSS \"Społem” Gospodarstwo Domowe w Puławach
- 24.08.2007 12:22
- Tak, po szkole w 1972 r. zaczynałam w sklepie spożywczym. I do dzisiaj jestem za ladą.
- Wtedy jeszcze było. I cukier, i mąka, i konserwy wieprzowe, drobiowe...
- Wtedy ludzie nie patrzyli na datę ważności. To my pilnowaliśmy tego i przeceniało się takie towary.
- Sanepid patrzył, żeby było schludnie i czysto. Ale takich przepisów jak dziś, że muszą być osobne pomieszczenia, kilka umywalek itd. - takich wymagań nie było
- Tak i ludzie wpisywali różne rzeczy. Jeden pan nie znalazł w całych Puławach kremu do golenia. Byliśmy ostatnim sklepem, do którego wszedł i wpisał się do naszej książki życzeń i zażaleń, że brak towaru.
- Nieraz bardzo. Były komitety klientów, którzy sprawdzali, czy ilość towaru zgadza się z fakturą i nie było mowy, żeby sobie coś zostawić. Jak przyszło dwieście talerzy, to każdy policzyli.
- Ale ile włamań było. Kradzieże nas nękały bardzo często.
- Nigdy. Mleko było w butelkach i należało przyjść przed piątą rano, żeby od razu z samochodu wnieść do sklepu.
• Jacy klienci są dziś?
- Sprawdzają daty, chcą żeby towar był tani, ładny i żeby było go dużo. Jednak odnoszę wrażenie, że niektórzy sami nie wiedzą, czego chcą.
• Ale trzeba być miłym.
- Tak. Nie ma książek życzeń i zażaleń, ale klienci idą od razu do kierownika lub do prezesa.
• Jacy są młodzi sprzedawcy?
- Młodzi nie garną się do tego zawodu. Nie mają wiedzy o tym, co sprzedają. Sama spotykam się z taką postawą - w dużym markecie pytam dziewczynę o jakiś produkt i słyszę odpowiedź, że ona tylko układa towar i nie wie, gdzie co leży. Po prostu nie wiążą się z zawodem, a może nie mają motywacji, żeby klienta zatrzymać.
• Czy duże sklepy są konkurencją?
- Tak. Oni promocyjnie sprzedają w takiej cenie, w jakiej my nie kupimy.
• To ciężki zawód?
- Bardzo. Nigdy nie chciałabym, żeby moje dzieci pracowały w sklepie.
Reklama
Komentarze