Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Lubelska szopka betlejemska

Tegoroczna miejska szopka jest inna niż dotychczasowe z dwóch powodów. Po pierwsze zamiast przed ratuszem stoi na placu Po Farze...
a po drugie jest niezwykła. Stworzyło ją dwoje artystów - Jarosław Koziara z Lublina i Paulina Kara z Niska. On robił scenografię a ona wszystkie postacie ludzi, zwierząt i przedmioty. - Jarek zadzwonił i zapytał czy chcę zrobić szopkę, pewnie że chciałam - mówi Paulina Kara, która jest absolwentką Instytutu Wychowania Artystycznego UMCS i jej prace można było oglądać w Galerii Białej. - On miał pomysł na trzy plany szopki, na te wszystkie domki, makietę Lublina w tle. Do tego dostosowała swoje lalki. Nawet nie wiedziałam z jakiej odległości będą to ludzie oglądać. Trochę może to wszystko jest za malutkie? Nie? Byłam w Lublinie w dwie kolejne soboty ale nawet nie widziałam efektu końcowego - śmieje się Paulina. - Mam dostać zdjęcia. Na pamiątkę, bo to moja pierwsza miejska szopka w życiu. Jako mała dziewczynka chciała sprawdzić czy potrafi ulepić twarz lalki. Spróbowała, efekt jej się spodobał. - Najpierw eksperymentowałam z masą solną, teraz stosuję różne techniki. Buzie i rączki lalek z lubelskiej szopki są z modeliny, niektóre korpusy z masy papierowej albo pudełka od zapałek, różnie. Wszystkie ubranka szyłam sama. Czasami miałam wrażenie, że jestem jakąś krawcową krasnoludków. Pranie na sznurze też wieszałam, takie zwyczajne, są ręczniki i majtki. To było bardzo przyjemne zajęcie. Najbardziej jestem przywiązania do postaci łobuziaków z szopki. Najfajniej wyszli i najbardziej ich lubię. Zanim pojechali do Lublina ustawiłam ich sobie w domu i patrzyłam. Czy szukałam prototypów wśród mieszkańców? Rozumiem, że głównie chodzi o Trzech Króli, którzy są królami życia, ledwo się trzymają na nogach a w ustach mają kiepy? Nie. Jakoś tak sami mi wyszli... Założenie było takie, że miasteczko ma być biedne. Ludzie trochę z marginesu, a zwierzęta chude. Prywatnie pani Paulina jest mamą pięciomiesięcznego Franciszka Józefa i pracuje jako instruktor plastyki w Domu Kultury w Nisku, gdzie otwiera właśnie pracownie lalkarską. Marzy by stworzyć z Niska ogólnopolski ośrodek twórców lalek. Zbiera zapaleńców i współpracowników którzy będą realizować ten pomysł. Jednocześnie pracuje z młodymi ludźmi, współpracuje przy realizacjach teatralnych. Cichym współpracownikiem jest tata Franciszka Józefa, z zawodu historyk a z zamiłowania modelarz. Choć klei kartonowe modele samolotów, to on zrobił do lubelskiej szopki konny wóz. - Wóz był bardzo trudny, wymagał precyzji wykonania. Jego koła się obracają i może, jak prawdziwy, skręcać ciągnięty za dyszel - tłumaczy Paulina Kara. Wiele osób ogląda szopkę i ją fotografuje. Wyciągają szyje by dostrzec co baba ma w koszu, jak wygląda Święta Rodzina i co wiezie na wózku jeden z trzech mędrców. Agdy

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama