Rozmowa z Marzeną Żuchowską, właścicielką sklepu Corrado
Kawał historii handlowej
- 26.12.2007 17:40
- Wyprowadzam się, bo właścicielka kamienicy znalazła innego najemcę. Handlowało się tu nawet nieźle, a ostatnio nawet bardzo dobrze. Dwa lata temu było załamanie na rynku, ale nasi stali klienci zawsze wracali.
- Siedemnaście lat.
- Przede wszystkim za naszym oknem jeździły trolejbusy i autobusy. Byliśmy pierwszym eleganckim sklepem, który ubierał tylko panów. Później powstały Adam, Ada i Galeria Centrum. Nasz lokal to fragment dawnej restauracji Polonia, która była wcześniej w tym budynku. Szukając miejsca na sklep zastanawialiśmy się z mężem nad tym miejscem lub zrujnowaną kamienicą gdzie później powstał Dom Mody Maria.
- Trzeba było mieć gotówkę i z nią jeździć po towar. Ale nie było kłopotu ze sprzedaniem. Na święta zostawaliśmy z pustymi półkami. Później producenci otwierali własne firmowe sklepy i powstały galerie handlowe. Teraz przedstawiciele firm szukają miejsca gdzie mogą coś sprzedać, można negocjować terminy płatności. Ale klientów mniej. Mam drugi sklep w jednej z galerii i widzę jak różnią się zakupy w śródmieściu i tam.
- To teraz ulica banków i gastronomii. Do galerii jedziemy w weekend całą rodziną i kupujemy droższe rzeczy niż przy Krakowskim. Tu ubierają się urzędnicy, pracownicy okolicznych banków. Cenią rady moich sprzedawczyń i potrafią wskazać ubrany przez nie manekin, prosząc o identyczny zestaw. Przy deptaku sprzedajemy głównie koszule i krawaty. Będziemy tu jeszcze do 31 grudnia.
-Kawiarnia.
Reklama

Komentarze