Nie podpadnę prezesowi
Rozmowa z Ireneuszem Zarczukiem, kapitanem i napastnikiem Łady Biłgoraj
- 24.02.2008 18:00
- W pewnym sensie tak, ale... chyba nie do końca. Przede wszystkim rezultaty mogą nie napawać kibiców optymizmem. Z czego wynikają? Z wielu czynników. Chyba najistotniejszy to rotacja. Nasz skład zmienia się, wchodzą młodzi, jeszcze nieograni. To przekłada się później na wyniki.
- Ale grają wymiennie. Niekoniecznie na swoich pozycjach. Na boisku wychodzi to różnie. Z drugiej strony to, co prezentujemy w sparingach, daje nam wiele do myślenia. Musimy poprawić grę w defensywie,
a do rywali podchodzić z większą determinacją i agresją.
• Na brak agresji i bezkontaktową grę trener Marek Sadowski narzekał już na początku sezonu. Czyżby od tego czasu niewiele się zmieniło?
- Coś w tym jest. Rzeczywiście, po awansie graliśmy piłkę ładną dla oka, ale może bez wymaganego w III lidze zęba. Taki sam obrazek mieliśmy w pierwszej połowie spotkania ze Stalą Poniatowa. W efekcie, do przerwy traciliśmy cztery bramki. Zabrakło determinacji. W drugiej połówce było już o niebo lepiej. Stwarzaliśmy sytuacje podbramkowe, lecz tylko jedną zamieniliśmy
na gola.
• Problemem Łady jest krótka ławka rezerwowych. Czy dwunastoma, trzynastoma zawodnikami uda się \"obgonić” całą rundę?
- W odpowiedzi mogę przytoczyć przysłowie o krawcu i materii. Mamy, co mamy i musimy tym gospodarzyć. Cóż, nie zaliczamy się do potentatów. Musimy bazować na tym, co mamy.
- Po cichu liczę, że troszeczkę się podźwigniemy. Chciałbym, żeby na zakończenie sezonu Łada uplasowała się w okolicach dziesiątego miejsca. Taka lokata jest w naszym zasięgu. Wzmocnienia składu byłyby bardziej niż wskazane. Z przyjemnością powitalibyśmy kolegów niemal na każdej pozycji.
- Mam nadzieję, że nie (śmiech). Zresztą, prezes doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Wszyscy wiemy, że skala potrzeb jest ogromna.
Reklama













Komentarze