Liczę na trzy kwalifikacje
ROZMOWA z Markiem Garmulewiczem, trenerem reprezentacji Polski zapaśników w stylu wolnym
- 27.02.2008 17:56
• Po turnieju w Kijowie chyba nie jest pan w najlepszym nastroju?
- Nikogo nie było na podium, ale wcale się tym nie martwię, bo i tak zrobiliśmy postęp. W zeszłym roku wygraliśmy tylko jedną walkę, a teraz już dziewięć. Szczególnie dobrze spisywał się Adam Sobieraj, lecz w decydujących momentach zabrakło mu doświadczenia. Wygrał trzy pojedynki, podobnie jak Krystian Brzozowski. Natomiast dwa zwycięstwa zanotował Bartłomiej Bartnicki. Zawody były mocno obsadzone, stały na wysokim poziomie, jednak przyznam, że spodziewałem się wygranej w kat. 74 kg Brzozowskiego. No cóż, może uda mu się w mistrzostwach Europy.
• Jednak o kwalifikację na początku kwietnia w Tampere, gdzie odbędą się mistrzostwa Starego Kontynentu, nie będzie łatwo.
- Mimo to Krystiana stać nawet na tytuł. A kwalifikację tym bardziej, ponieważ niektórzy rywale mają już zapewniony start w Pekinie po wcześniejszych mistrzostwach świata. Musi tylko wszystko poukładać sobie w głowie. Dlatego pracujemy z psychologiem oraz trenerami z innych dyscyplin. Nie chcemy niczego zaniedbać. W Atenach Brzozowski otarł się o medal, był czwarty i uważam, że teraz mógłby zawędrować jeszcze najwyżej.
• Realnie oceniając, ilu reprezentantów Polski w stylu wolnym może zapewnić sobie udział w igrzyskach olimpijskich?
- Dobrze będzie jeśli utrzymamy stan posiadania z poprzednich olimpiad. A w Atlancie, Sydney i Atenach mieliśmy po trzech zawodników. Myślę, że do Londynu, za cztery lata, pojedziemy już w liczniejszej kadrze.
• Na które kategorie liczy pan najbardziej?
- Na 66, 74 i 96 kg.
• Czyli Sobieraja, Brzozowskiego i Bartnickiego.
- Tak, choć gdyby nie kontuzja Mateusza Gucmana, to w tej ostatniej wadze rywalizacja byłaby bardzo zacięta.
• Jeszcze do niedawna spore szanse przyznawano także Maksymilianowi Witkowi.
- Ale po kontroli antydopingowej został zawieszony na dwa lata.
• To chyba oznacza koniec jego kariery zawodniczej.
- Nie jest już młodym zapaśnikiem i sam deklarował, że chce powalczyć tylko do Pekinu. A jeśli przez dwa lata nie będzie mógł startować, to będzie stał w miejscu. A jeśli będzie stał w miejscu, to będzie się cofał. Żaden z rywali na niego nie zaczeka.
• Zazdrości pan trenerom reprezentacji kobiet i stylu klasycznego? Oni mają już po jednej kwalifikacji (Monika Rogien z Orląt Trzciel w kat. 63 kg oraz Julian Kwit ze Śląska Wrocław w kat. 74 kg - red.)?
- Po prostu osiągnęli je wcześniej. Ale nie boję się, nam też to się uda. Jednak nikogo nie będziemy uszczęśliwiali na siłę. Jak ktoś chce, to może wykorzystać możliwość, która się przed nim otwiera. Niedawno byliśmy w Stanach Zjednoczonych na zgrupowaniu, w ośrodku przygotowań olimpijskich. Tam zawodnicy mają wyżywienie i zakwaterowanie. A resztą muszą osiągnąć sami. W USA nikt nie tańczy wokół zapaśnika, nie dmucha i nie chucha na niego. Tak jak to się robi u nas. Do wszystkiego musi dojść sam.
• Przed zapaśnikami jeszcze trzy szanse olimpijskie.
- Na początku kwietnia mistrzostwa Europy, a potem, w odstępie dwóch tygodni, turnieje kwalifikacyjne. Najpierw w Szwajcarii, a później w Warszawie. Podobno gospodarzom pomagają nawet ściany, ale wkrótce, na własnej skórze, przekonamy się, czy tak jest naprawdę.
Rozmawiał Artur Ogórek
Reklama













Komentarze