Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Górnik z mazurskich jezior

Tomasz Zahorski nie ukrywa, że grę w kadrze zawdzięcza występom w Łęcznej
Został okrzyknięty jednym z największych odkryć Leo Beenhakkera. Mimo że do momentu otrzymania powołania do reprezentacji narodowej nie strzelił w sezonie żadnego gola w lidze! Jednak Tomasz Zahorski pojechał na mistrzostwa Europy. A ułatwiła mu to krótka przygoda w Górniku Łęczna. Swoją przygodę z futbolem zaczynał w rodzinnym Barczewie, gdzie jego ojciec prowadził miejscowy klub Pisa. Dość szybko przeniósł się do Olsztyna i, jak się później okazało, był to strzał w \"dziesiątkę”. W meczu Pucharu Polski OKS 1945 spotkał się z Groclinem Grodzisk Wielkopolski. Porażka 1:5 nikogo nie zaskoczyła, natomiast zadziwiła postawa Zahorskiego, który strzelił honorowego gola dla olsztynian. Działacze Groclinu natychmiast usiedli do rozmów i w efekcie wysoki napastnik przeprowadził się z Mazur do Wielkopolski. Tam występował przez rok, zdobywając z Dyskobolią krajowy puchar i puchar ligi. Jednak w zespole naszpikowanym gwiazdami ciężko było o miejsce w składzie i w efekcie został... zesłany do Łęcznej. Chociaż, jak sam twierdzi, przeprowadzki do Górnika nie stara się oceniać w tych kategoriach. - Po prostu chciałem gdzieś grać - przyznaje zawodnik, który teraz mógłby... podziękować działaczom z Grodziska Wielkopolskiego, że nie poznali się na jego talencie. - Patrząc z perspektywy czasu, to gra w Łęcznej miała wpływ na moją nominację do kadry i w efekcie stworzyła mi okazję wyjazdu na Euro. Przecież grając w Górniku otrzymałem propozycję przejścia do Zabrza, gdzie na dobre rozwinąłem skrzydła - dodaje zawodnik. Kiedy Leo Beenhakker powołał Zahorskiego na mecz eliminacyjny z Kazachstanem i towarzyski z Węgrami, zaskoczył całą Polskę. - Gdy usłyszał swoje nazwisko, to aż zbladł. Może pomyślał, że robimy mu jakiś żart... - przypomniał w jednym z wywiadów Ryszard Szuster, prezes Górnika. Zahorski podbił jednak serce selekcjonera, który bez wahania umieścił go w gronie zawodników walczących o finały Euro. - Pewny wyjazdu nie byłem. Wiadomo przecież, że selekcjoner potrafi zaskakiwać swoimi decyzjami. Poza tym, jestem typem człowieka, który musi najpierw zobaczyć czarne na białym. W przeciwnym razie nigdy nie jestem pewny czegoś do końca - przyznaje Zahorski, który przez pewien nawet moment zastanawiał się nad rolą, którą przyjdzie mu odgrywać w reprezentacji. - W klubie przecież czasami gram na pozycji napastnika lub lewego pomocnika. A ostatnio w kadrze wyszedłem także na prawej pomocy. Jednak dzięki temu szkoleniowiec ma większe pole manewru - dodaje.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama