Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

W Lublinie na linie

Rozmowa dnia z Jadwigą Teodorowicz-Czerepińską, historykiem sztuki
- To musiał być pewnie rok 1943, lato. Między gmachem Poczty Głównej a topolą zwaną teraz Baobabem rozpięto linę. Po niej chodził młody, szczupły ubrany na czarno mężczyzna. - A skąd, to był występ tylko dla Niemców. Mieszkałam w kamienicy przy Kościuszki. Z rodzeństwem i dziećmi z sąsiedztwa mieliśmy punkt obserwacyjny na plac Litewski. W korytarzu na ostatnim piętrze robiliśmy piramidę z mebli i skrzynek i przez malutkie okienko, każde z dzieci po kolei patrzyło. - Czarną sylwetkę na tle nieba. I nawet strach, że coś się stanie, gdy powiał wiatr i ten człowiek, który był wysoko nad ulicą, niebezpiecznie się zachwiał. Balansował przez chwilę, łapiąc równowagę pomagając sobie niesioną tyczką. - W naszym okienku słyszeliśmy tylko dalekie dźwięki wojskowej orkiestry. Rozmawiała Agnieszka Dybek

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama