Rasiści nie dali mu żyć w Lublinie
Wykrzykiwali na mnie na ulicach, a na meczach śpiewali \"jeb... Murzyna” - mówi rozgoryczony Bernard Ocholeche.
- 27.06.2008 13:40
Czarnoskóry piłkarz odszedł z Motoru, bo rasiści z Lublina nie dawali mu żyć.
Ocholeche spędził w Lublinie dwa i pół roku.
- To był naprawdę niezły piłkarz. Trochę go szkoda, ale postanowił rozwiązać kontrakt. Dlaczego? Pewnie w Podbeskidziu Bielsko-Biała dostał lepszą ofertę - mówi prezes Motoru Waldemar Paszkiewicz.
Ale piłkarz odszedł z innego powodu. Jak twierdzi, spotkał się w Lublinie z nietolerancją i nienawiścią. Najbardziej traumatyczne przeżycie miał w 2006 r.
-Jakieś dwa lata temu w centrum miasta pojawiły się plakaty z moją podobizną, a na nich napis: \"Nie chcemy Murzyna. Motor Biała Drużyna”. Tego nie zapomnę nigdy - opowiada Nigeryjczyk.
W klubie się nie skarżył, bo wiedział, że i tak niewiele wskóra. - Rozmawiałem tylko z trenerem. Powiedział, żeby o tym nie myśleć i nie rozdmuchiwać sprawy, by jeszcze bardziej ich nie prowokować - dodaje piłkarz.
- Wiedziałem, że nie należał do ulubieńców kibiców, ale prosiłem go, żeby nie reagował na nich, tylko skupiał się na grze. Robiłem wszystko, żeby miał u nas jak najlepszą atmosferę. Nie wiem czy można było coś więcej zrobić - przyznaje szkoleniowiec.
Prezes Paszkiewicz twierdzi, że nie wiedział o tak dużych problemach Ocholeche. - Czasem pisała prasa, ale sam Bernard nigdy do mnie nie przyszedł i nie powiedział, że ma problem z rasistami. O sprawie z plakatami słyszałem, ale to było dawno i zostało wyjaśnione przez policję. Uznałem sprawę za zamkniętą.
Ocholeche mówi, że wytrzymał w Motorze tyle czasu, tylko i wyłącznie dzięki kolegom z zespołu. - To naprawdę dobrzy kumple i bardzo mi pomagali - mówi. - Ale kibice i tak mnie szykanowali.
\"Bennemu” szczególnie utkwił w pamięci jeden z ostatnich meczów minionego sezonu. - Graliśmy ze Śląskiem Wrocław. Dawałem z siebie wszystko. Myślałem już, że będzie w porządku, ale w pewnym momencie znowu zaczęli śpiewać: \"Motor to biała drużyna!”. No i co ja mogłem zrobić? Poszedłem do szatni.
Nie wytrzymali wtedy sami piłkarze, którzy po spotkaniu podeszli do trybun i kazali kibicom przeprosić go. Wówczas na stadionie rozległo się głośne \"Przepraszamy! Przepraszamy!”. Ale to nie był koniec. Jak mówi Nigeryjczyk, nawet po tym kibole nie dawali mu spokoju.
Jak dostał ofertę z Podbeskidzia, to nawet się nie zastawiał. - Kibice niby przeprosili, ale nie zrobili tego dla mnie, tylko moich kolegów z drużyny - kończy Afrykańczyk.
Reklama













Komentarze