Mam tylko erotyczne sny
Rozmowa z Robertem Górskim, liderem warszawskiego Kabaretu Moralnego Niepokoju.
- 27.06.2008 17:17
- Generalnie jesteśmy śmieszni, ale przede wszystkim na scenie. A tak to widzicie jak tu jest: sztywniaki. Nikt właściwie nic nie mówi. Tolerujemy się, ale nie przyjaźnimy ze sobą. Łączy nas ta godzina występu, a później siłą rzeczy musimy razem wrócić do domu. Ale staramy się nie zwracać na siebie uwagi...
• A jak siedzi pan na imprezie rodzinnej, to ma taką presję, że co powie, to musi być śmieszne?
- Podejrzewam, że to inni mają presję, że muszą powiedzieć coś śmiesznego w naszym towarzystwie, żeby też się popisać znajomością dowcipów. To bywa czasem męczące, bo ktoś próbuje powiedzieć kawał już znany, a do tego nie zawsze robi to dobrze. No i trzeba to jakoś znieść.
• Miał pan kiedyś taki sen: wychodzi pan na sceną, zaczyna mówić, a nikt z widowni się nie śmieje?
- Ja mam tylko, szczerze mówiąc, erotyczne sny. Ale też często coś się tam nie udaje.
- Ja żartuję... Znaczy żartuję, że cały czas mi się to śni. Bo tylko czasem się śni.
- Im bardziej ludzie traktują coś poważnie, tym łatwiej to zaatakować, bo nie spodziewają się, że akurat z tej strony przyjdzie szarża. Tematem do żartów może być nawet biuro matrymonialne albo galeria obrazów, które są w naszych skeczach.
- To bardziej polega na kwestii smaku i wyczuciu granicy, żeby kogoś specjalnie nie urazić. Szczególnie kogoś, kto na to nie zasłużył. Za to można podszczypywać. To się zresztą samemu czuje, że się przeszarżowało.
- Rzeczywiście nie jesteśmy kabaretem politycznym w ścisłym tego słowa znaczeniu. Ale nie stronimy od polityki. Po prostu nie jest ona głównym tematem naszej twórczości.
• A kiedy było łatwiej żartować z polityki: w tym roku, w poprzednim czy może pięć lat temu?
- No wiadomo, że jak rządził PiS, to tam byli bardziej barwni ludzie niż teraz. Nie uważacie, że jak Gosiewski i Karski stoją obok siebie, to wyglądają jak dwa krasnale? Natomiast w obecnym rządzie nie ma aż tak kolorowych postaci. Chociaż jak oglądaliśmy sobie pana Drzewieckiego, otwierającego Stadion Narodowy, to żeśmy zgodnie stwierdzili, że wygląda jak osoba, która przed chwilą wytrzeźwiała, pokropiła się wodą kolońską, coś powiedziała do kamery, po czym z powrotem rzuciła się w szpony swojego nałogu.
• Macie bardzo dużo skeczy. Niektóre kabarety robią ich po 20-30, a wy 200-300. Z czego to wynika?
- Mamy po prostu nieustającą erekcję twórczą. Musimy z siebie to wyrzucić. Poza tym nie chce nam się grać cały czas tego samego. Ciągle mamy nowe pomysły, dlaczego więc z tego nie korzystać?
- Ja mam łeb jak sklep!
Krzysztof Korsak/Gazeta Lubuska
Reklama
Komentarze