Od wiosny do jesieni
Rozmowa z Dorotą Wyspiańską-Zapendowską, która sprzedaje warzywa przy pawilonie na Pana Balcera
- 06.07.2008 18:24
- Od zeszłego roku. Moim szefem jest kolega syna, bardzo sympatyczny, młody człowiek. W ubiegłym roku pracowałam od lipca do pierwszych zimnych dni. W tym roku zaczęłam w kwietniu i też chcę dotrwać do pierwszych mrozów. Lubię tę pracę, mam tu wspaniałe warunki: cień, a do tego cały dzień jestem na świeżym powietrzu. Czuję się po prostu jak na wczasach pod gruszą!
- Dobrze idzie bób. Przez pewien czas ludzie go nie kupowali, czekali aż spadnie cena, bo był po 13 złotych za kilogram. Teraz jest po 7 złotych i już ładnie schodzi. Pomidory mam bardzo dobre, bo szef z jednego, sprawdzonego źródła bierze, więc kupców sporo. No i truskawek w tym sezonie sprzedałam ogrom, dziś akurat nie mam, szef nie przywiózł, bo brzydkie były.
- Czasem narzekają, że wszystko drożeje. Ale często wolą wybrać ten droższy towar, który jednocześnie jest lepszy od tańszego. Proszę choćby spojrzeć na skrzynki z czereśniami. Tych po 8 złotych za kilogram mam jeszcze całkiem sporo, a tych, które kosztują złotówkę więcej jest już niewiele. To dlatego, że są naprawdę smaczne i warto je kupić. Jak towar dobry, to się sprzeda. A w przypadku tych czereśni klienci pytają tylko, czy w środku są robaczki.
- Pewnie, że tak. I mam swoich stałych klientów. W ogóle tu mieszkają bardzo sympatyczni ludzie. Dlatego dobrze mi się tu pracuje i do domu mam dwa kroki. Nie mówiąc już o tym, że do renty sobie dorobię i dzięki temu nie mam żadnych zaległości w płaceniu rachunków.
Reklama
Komentarze