Bez medali olimpijskich, splendoru i chwały wrócili z Chin sportowcy z Lubelszczyzny.
Nikt na nich nie liczył, więc nie zawiedli. Mało kto wierzył, że mogą zająć dobre miejsca, a kilku z nich je uzyskało. Najlepszy rezultat zanotował Robert Dołęga, który zakończył zmagania w podnoszeniu ciężarów na 8 miejscu.
Zawodnik Orląt Łuków na pekińskim podeście podniósł 405 kg. W jego przypadku jest to zawód, bo rekord życiowy Dołęgi wynosi 415 kg. Taki wynik w Chinach dawał piąte miejsce. Dobrze zaprezentowała się również Marzena Karpińska, która rywalizację zakończyła na 9 miejscu z wynikiem 171 kg w dwuboju.
Po pierwszej walce swój udział w rywalizacji zapaśników zakończyli Bartłomiej Bartnicki i Krystian Brzozowski. Szczególnie liczyliśmy na tego drugiego, ale dla czwartego zawodnika poprzednich igrzysk za mocny okazał się przeciętny reprezentant Kirgistanu, Arsen Gitinow.
Najwięcej powodów do zadowolenia dostarczyła nam Zuzanna Mazurek. Urodzona w Świdniku zawodniczka Fali Kraśnik ustanowiła rekord Polski na dystansie 100 m stylem grzbietowym. Wynik ten nie zapewnił jej jednak awansu do półfinału. Z kolei Paulina Barzycka po wspaniałych występach cztery lata temu w Atenach, tym razem była tylko tłem dla rywalek i nie zbliżyła się nawet do swojego rekordu życiowego.
Niewiele obiecywaliśmy sobie po lekkoatletach, którzy w Pekinie wypadli bardzo blado. Anna Jakubczak-Pawelec uzyskała bardzo słaby czas (4:07:33) i przepadła w eliminacjach biegu na 1500 m. Warto podkreślić, że jej \"życiówka” jest o 7 sekund lepsza i w Chinach dawałaby złoty medal.
- Wynik Ani nie zadowolił nikogo. Widać przerwa po urodzeniu drugiego dziecka okazała się za krótka - skomentował prezes Agrosu Zamość Konrad Firek. Oczekiwań nie spełniła także Dorota Gruca, dla której występ na olimpiadzie miał być ukoronowaniem bogatej kariery sportowej.
- Maratonki na zawody wyjechały bez trenera, gdyż jego akredytacje miał wiceprezes Jerzy Sudoł, bohater skandalu alkoholowego. Nie miały również obok siebie lekarzy i musiały w czasie biegu korzystać z napojów przygotowanych przez organizatorów. Nie chcę usprawiedliwiać Doroty, ale miało to duży wpływ na jej wynik - powiedział Firek. Kompletna klapą okazał występ Artura Brzozowskiego, który w chodzie sportowym na 50 km został zdyskwalifikowany przez sędziów na 15 km.
Pecha miała Izabela Kostruba, nie kwalifikując się do składu sztafety 4x400 m.
Ciężko było oczekiwać sukcesów lubelskich sportowców w Pekinie, skoro nawet na arenie ogólnopolskiej nie istniejemy. Dlatego w przypadku naszej dziesiątki za sukces należy uznać sam występ na olimpiadzie.
Reklama













Komentarze