Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Komórka pomogła znaleźć chorego

Dzięki „lokalizatorowi” telefonów komórkowych policji udało się błyskawicznie odszukać człowieka, który zasłabł za kierownicą.
Nowy system pozwala określić, gdzie przebywa dzwoniący z dokładnością nawet do 20 metrów. Wykręcamy 112. Telefon odbiera policjant. Na ekranie jego monitora pojawia się nasz numer. A po uruchomieniu odpowiedniej funkcji – także mapa z zaznaczonym miejscem, w którym się znajdujemy. Wskazanie jest tym dokładniejsze, im więcej na danym terenie przekaźników sieci komórkowej. Jeśli dzwonisz z centrum Lublina, na mapie pojawi się koło o promieniu 20–30 metrów. To rejon, w którym się znajdujesz. I nie ma znaczenia, z usług którego operatora korzystasz. Wystarczy, że jesteś w zasięgu którejś z sieci. W innych częściach miasta, urządzenie zlokalizuje cię z dokładnością do 100 metrów. W Lublinie system działa od dwóch tygodni. W środę po raz pierwszy doprowadził do szybkiego odnalezienia człowieka, który zasłabł w samochodzie. Pomoc wezwał mieszkaniec Zielonej Góry, który przyjechał do Lublina. – Powiedział dyżurnemu, że źle się poczuł jadąc samochodem i prosi o pomoc – mówi Witold Laskowski z lubelskiej policji. – Nie znał miasta i nie wiedział, gdzie się znajduje. Dyżurny uruchomił lokalizator, który z dokładnością do kilkudziesięciu metrów pokazał, gdzie znajduje się mężczyzna. Dane natychmiast przekazał do pogotowia ratunkowego. Karetka odnalazła kierowcę w pobliżu stacji paliw Statoil przy ul. Lwowskiej. 32-letni mężczyzna został zabrany do szpitala z objawami zasłabnięcia. Takie lokalizatory od kilku tygodni działają we wszystkich lubelskich komendach. Miejsce poza miastem – w którym znajduje się dzwoniący – pokazują z dokładnością od 500 metrów do kilometra. Policjanci liczą, że lokalizatory pozwolą szybko dotrzeć do potrzebujących pomocy oraz wychwycić fałszywe alarmy. – Np. ktoś zadzwoni, że właśnie widzi wypadek na jakiejś ulicy, a okaże się, że przebywa zupełnie gdzie indziej – dodaje Laskowski.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama