Lang: Kolarze w Lublinie ulegli psychozie
Czesław Lang w rozmowie z Interia.pl tłumaczy zachowanie kolarzy podczas lubeslkiego etapu Tour de Pologne.
- 23.09.2008 17:29
Po rozmowach z nimi zrozumiałem co się stało. Oni ulegli psychozie, bo na trasie po prawej stronie jezdni był rozlany olej. Wylał się z jakiegoś samochodu, który jechał długo przed wyścigiem.
My podaliśmy przez radio wyścigu, że na trasie jest ten olej. Jak kolarze trzymali się lewej strony, było OK. Jeśli zaś peleton się \"bujnął\" w prawą stronę to od razu się przewracał.
Co chwila się słyszało przez radio wyścigu, że ten się przewrócił, tamten się przewrócił. Nie chcę liczyć ilu ich było. Zawodnicy poczuli, że ich opony zakleiły się tą ropą i się przestraszyli.
Nie nazywajmy tego strajkiem, bo tak by było, gdyby kolarze wsiedli w autobusy i pojechali do domu. To jest jakaś forma protestu, zwrócenia uwagi.
Zawodnicy chcieli zwrócić uwagę, że jest niebezpiecznie, że jest dla nich niebezpiecznie. Oni przejechali trasę po tym oleju, poprzewracało się trochę zawodników. No i nastała ogólna panika.
Przecież rower wyścigowy jedzie na oponkach ważących 180 gram, do których pompuje się 10 atmosfer, podczas gdy do auta pompuje się 2.
Ogumienie jest wąziutkie jak palec, a przyczepność takiej opony to jest dwa centymetry w przednim kole i dwa w tylnym. Jak jest śliska nawierzchnia to się wszystko czuje i zawodnicy czuli, że rowery im chodzą na wszystkie strony.
To prawda. Ja również uległem i pomyślałem, że zlekceważyli publiczność, ale teraz sądzę, że zachowali się profesjonalnie.
Dla tej publiczności, która na nich czekała przejechali dwie rundy, co prawda spokojnie, nie ścigając się, ale pokazali się. Tylko nie rozegrali finiszu. Nie można nazwać tego lekceważeniem kibiców, tylko dbaniem o to, żeby się nie porozbijać.
Też do mnie coś dochodziło, ale niech pan powie: za co? Myśmy jako organizator wypełnili wszystko, co było w kontrakcie.
Była cała oprawa, scenografia, trybuny, telewizja. Kolarze nie ominęli miasta, ale przyjechali do Lublina. Przejechali dwie pełne rundy w Lublinie.
Nie finiszowali, ale tego tak na dobrą sprawę tego nie mamy w kontrakcie. Wyścig przyjechał, był, pokazał się i myśmy zrobili wszystko jako organizator.
Są jednak rzeczy, które są nieprzewidywalne. Gdyby ci kolarze wsiedli do autobusów i nie przyjechali do Lublina i widzowie nie mogli ich zobaczyć to zgoda. Ale ja nie uważam, żebyśmy w czymś zawinili.
Z wielką przyjemnością
Źródło:Interia.pl
Reklama













Komentarze