czwartek, 23 listopada 2017 r.

Kraj Świat

15-latek bity i upokarzany w domu pomocy prowadzonym przez zakonnice

Dodano: 15 listopada 2017, 07:33

Ślady pobicia na plecach u upośledzonego 15-latka i uwłaczające godności procedury. Czy w prowadzonym przez zakonnice Domu Pomocy Społecznej w Chełmnie dochodzi do przemocy i poniżania?

15-letni Emanuel od blisko trzech lat mieszka w Domu Pomocy Społecznej prowadzonym przez siostry zakonne. Chłopak trafił tam, bo jego matka nie może się nim opiekować - przez pogarszający się stan zdrowia sama potrzebuje pomocy. Emanuel był agresywny. Ma zdiagnozowane upośledzenie w stopniu umiarkowanym, ADHD, zaburzenia neurologiczne i zniekształcenia kończyn. Chłopak na stałe mieszka w DPS-ie, ale rodzina zabiera go do siebie w każdy weekend. Ostatnio, gdy był w domu, podczas strzyżenia włosów zauważono ślady na jego ciele.

- Poprosiłam go, żeby zdjął koszulkę. Nie chciał. Upierał się, żeby tej koszulki nie zdjąć - wspomina Katarzyna Michalak, znajoma rodziny. Gdy w końcu udało jej się przekonać chłopaka i zaczęła obcinać mu włosy, zobaczyła ślady pobicia. - Dotknęłam to dłońmi, nie były to żadne zadrapania. Moim zdaniem były to siniaki, takie podskórne krwiaki - opowiada. - Ja naliczyłam 14 takich pręg. Było widać, że to jest uderzone - uważa Katarzyna Michalak.

- Nie chciał nic powiedzieć. Głowa w dół. "Dobra, powiem mamie, pobili mnie. Nie siostry zakonne, tylko te pracownice" - cytuje słowa Emanuela jego matka Iwona Rudolf. Jak twierdził chłopak, pobity został kablem od ładowarki.

- Nie chciałem nikomu mówić, bo mnie straszyli. Że trafię do psychiatryka - mówi Emanuel i dodaje, że o wszystkim mówił dyrektorce DPS-u, ale kobieta nie chciała słuchać. - [Mówiła - red.], że to nieprawda, że mnie biją tu - mówi chłopak.

- Mama zadzwoniła do siostry zakonnej [dyrektorki - red.], która stwierdziła, że nie ma czasu rozmawiać i mamy przyjść w poniedziałek około godz. 10 - wspomina Dorota Stolarczyk, siostra Emanuela. Gdy razem z matką przyszły do klasztoru, niewiele się jednak dowiedziały. - Próbowała nam wmówić, że albo my zrobiłyśmy mu krzywdę, albo to są zadrapania - mówi pani Dorota.
Lekarz, który zobaczył plecy chłopaka kazał zawiadomić policję. Stwierdził, że są to ślady po uderzeniu rózgą albo kablem. Bardzo mało prawdopodobne, aby powstały na skutek przypadkowego urazu.

- Nie do końca się zgadzam, że biły. Prawdopodobnie biły - odpiera zarzuty Urszula Wardowska, dyrektorka DPS w Chełmnie, gdy reporterka UWAGI! dopytuje o konsekwencje, jakie spotkały osoby, które - jak twierdził Emanuel - dręczyły chłopaka. Zakonnica nie zgadza się z obdukcją lekarzy, która jasno mówi o śladach pobicia. - Ślady były, nie ukrywam, bo same oglądałyśmy, ale nie jest to powiedziane, tak jak lekarz w zaświadczeniu napisał, że było to ogromne pobicie, czy kijem, czy... Zbytnio się z tym nie zgadzam. Dla mnie to było zadrapanie, nie było to takie pobicie, jak to opisano - mówi.

Emanuel wspomina, że nie był to pierwszy raz, jak stosowana była wobec niego przemoc. - Pani kiedyś mnie dusiła. Przyduszała. Pani Kinga - mówi chłopak i dodaje, że stało się to po tym, jak wybił szybę.

- "Po co ty się sk... urodziłeś, mogłeś zdychać", tak powiedziała do niego. Tak mi powiedział Emanuel. To była siostra - mówi pani Iwona. Jak twierdzi, gdy poszła do siostry wyjaśnić, co się wydarzyło, usłyszała, że jej syn wszystko sobie wymyśla. - To nie jest kłamstwo - jest jednak pewna pani Iwona. - Bez przerwy czymś go zastraszają - dodaje.

Tymczasem Dorota Stolarczyk dalej odpiera zarzuty chłopaka o biciu. - Tej jednej pani nie było na dyżurze. Nie wiem, jakim sposobem pani przekazał Emanuel, że pani Ania czy pani Żaneta biła. Jednego pracownika nie było na dyżurze. Sprawdziłam - przekonuje.

Emanuel twierdzi, że o pobiciu informował psychologa, ten jednak mu nie uwierzył. - [Mówił - red.] że ja zmyślałem i że oni mnie bili. Że po co kłamię - wspomina chłopak.

Pani Dorota natomiast dodaje jeszcze jedną szokującą informację: jej brat jest przy swoich opiekunkach rozbierany do majtek, gdy po pobycie u rodziny jest odprowadzany do DPS-u. Taki fakt, a także to, że jest to jej pomysł, potwierdza dyrektorka. O tym jednak, dlaczego Emanuel jest w taki sposób poniżany, mówić już nie chce. - Dla mnie to jest kontrola, a nie żadne obnażanie - mówi tylko. Zaprzecza, że wcześniej dochodziło do przyduszania, czy uderzenia w twarz.

Po tym, jak rodzina zgłosiła sprawę policji, dyrektorka placówki zawiadomiła organ prowadzący, czyli Starostwo Powiatowe w Chełmnie.

- Informacja, którą przekazała nam dyrektor domu pomocy społecznej mówiła o zgłoszeniu niedopełnienia obowiązków wobec jednego mieszkańca przez pracowników domu pomocy społecznej - mówi Ewa Wirosławska z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Chełmnie. Zaprzecza jednak, jakoby potwierdzone zostało bicie chłopca kablem. - W ogóle nie dopuszczamy do takiej możliwości, do takiej sytuacji. - Sprawdzamy, czy faktycznie jakiekolwiek niepokojące sytuacje mogły mieć miejsce w naszym domu - mówi. Jak twierdzi, informacje o tym, że chłopak jest rozbierany, w ogóle do niej nie trafiły. - Jeśli pani taką informację zgłasza, będziemy pewne kwestie mogli wyjaśnić - mówi Ewa Wirosławska.

Emanuel dostaje silne leki psychotropowe, w przeszłości często z placówki trafiał do szpitala psychiatrycznego. Od kiedy zaczął chodzić do szkoły, jego zachowanie uległo poprawie. - Jest to dziecko kochane, które nie powinno w ogóle tam być - uważa Katarzyna Michalak. - Gdybym była zdrowa, na pewno by był w domu. Oddałam, bo musiałam go oddać - mówi pani Iwona.

Emanuel jest oczkiem w głowie starszej siostry. Pani Dorota marzy o tym, by móc się nim zająć, ale nie ma do tego warunków. Ma dwie córki, dom w ruinie i jest bezrobotna. - Emanuela traktuję jak syna - mówi pani Dorota.

Pod opieką DPS-u w Chełmnie jest blisko 150 osób niepełnosprawnych intelektualnie, w różnym wieku. Urzędy wszczęły kontrolę, a prokuratura - śledztwo.

Czytaj więcej o: przemoc tvn uwaga
Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
(17) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (16 listopada 2017 o 11:43) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Czytajcie ze zrozumieniem... pracownice, a nie zakonnice. A na ADHD jest jednomskuteczne lekarstwo. Uświadomienie choremu, że akcja wiąże się z reakcją. Skuteczne, bo z opisu widać, że wstydził się tych sińców. Do tych od pisania "SUKI". Czy tego chłopaka nazwalibyście również "SKURWIELEM", gdyby wam pokazały siniaki pozostawione przez niego? Niestety w dzieciństwie ADHD przeradza się w dorosłe BANDYCTWO. Nauczcie go, że wszystkich może lać bez koncekwencji, to zabije wam kogoś z rodziny i nawet siedzieć nie pójdzie. Bo za chorobę psychiczną w Polsce nie karzą. Głaszczcie go dalej po główce.
Rozwiń
Gość
Gość (16 listopada 2017 o 07:32) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Tak to jest nie maja same dzieci więc się wyzywają nad niepełnosprawnymi ale zgloscie kochani to do metropolity Lubelskiego Stanisława Budzika tak nie może być w kościele i w domach pomocy zakonnych
Rozwiń
Gość
Gość (15 listopada 2017 o 19:24) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Chyba tydzień temu był art.o dzieciach, które fałszywie oskarżyły swoich biologicznych rodziców o molestowanie seksualne. Psychologowie stwierdzili wtedy, że dzieci nie konfabulowały i ich zeznania zasługują na uznanie. Rodzice zostali skazani na 12 lat więzienia. Przesiedzieli 9. Teraz dzieci przyznały się do kłamstwa...i stwierdziły, że jest im przykro...
Rozwiń
Gość
Gość (15 listopada 2017 o 15:19) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Jeśli jest to prawda,to wstyd i zgorszenie dla katolików. A dla przeciwników katolicyzmu wielka pożywka. Ktoś się chyba tu pomylił z powołaniem.....
Rozwiń
Gość
Gość (15 listopada 2017 o 14:34) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Trudno jest pracować z takimi ludźmi, chorymi, agresywnymi słownie. Proszę postawić się w sytuacji opiekunek, jest to bardzo trudna sytuacja. Aczkolwiek nie pochwalam takiego zachowania pracowników, ale muszą znaleźć jakieś sposoby na "poskromienie" agresywnych. Więc zanim będzie wieszać na nich psy wybierzcie się tam lub w podobne miejsce na wolontariat i zobaczcie jak to realnie wygląda...
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (17)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!