Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Brutalne metody ochrony w pubie Arena

Jeden ochroniarz i dwóch pijanych rozrabiaków. Oni demolowali lokal, zaczepiali i bili klientów. On wyprowadził ich z pubu, unieszkodliwił, a gdy nie byli już w stanie się ruszyć, bił dalej: pałką po nogach i nerkach.
Wszystko to działo się w piątek wieczorem w Arenie - niedawno otwartym lokalu w dawnej stołówce Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Sprawa wyszła na jaw wczoraj, gdy opisał ją w Internecie na forum.gazeta.pl jeden ze świadków. Wracając z uczelni postanowił zajść do Areny. - Gdy już byłem na miejscu, zauważyłem, jak ochroniarz tego lokalu obijał dwóch pijanych śmiałków pod drzwiami - pisze student. - Może ochroniarz miał rację, żeby ich zatrzymać i unieruchomić - przyznaje. - Ale gdy przyszedłem na miejsce, aż otworzyłem gębę z wrażenia! Dwóch już skatowanych gości stało na zewnątrz przy wejściu, a ochroniarz co rusz wyjmował pałkę i wyżywał się, tłukąc ich po nogach i nerkach, mimo że wykazywali już wtedy zero agresji. Po czym schował ją i zaczął stosować paralizator. Na pijanych, ledwo stojących złoczyńców, którzy nie byli w stanie i tak już się ruszyć! Na miejsce przyjechali ochroniarze firmy Altest, którzy sprawują pieczę nad Areną. - Wezwali policję - mówi mł. asp. Arkadiusz Arciszewski z Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie. - I przekazali funkcjonariuszom 22-letniego mężczyznę, który wcześniej zachowywał się agresywnie w lokalu. - To, co robił w środku razem z drugim kolegą, trudno sobie wyobrazić - przekonuje Artur Bednarczyk, współwłaściciel Areny. - Byli bardzo agresywni, demolowali bar, zaczepiali wszystkich. Jedną z klientek nawet uderzyli. Mamy na to wielu świadków. • Czy to powód, żeby ochroniarz tak brutalnie ich bił? - Nasz ochroniarz przesadził i zostaną wobec niego wyciągnięte konsekwencje - odpowiada właściciel. - Od nagany zaczynając. Drugiego z pobitych awanturników zabrała karetka. - Był pijany. Zespół ratowniczy nie stwierdził poważnych obrażeń, ale mężczyzna został przewieziony do szpitala przy ul. Staszica, gdzie miał zostać dokładnie zbadany - tłumaczy Alicja Ciechan z Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Lublinie. Wyszedł już ze szpitala. Jak udało się nam dowiedzieć, uderzona przez awanturników kobieta zamierza wytoczyć im proces. Właściciel Areny, za zdemolowanie lokalu, na razie nie ma takiego zamiaru.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama