Wścieklizna nadal groźna, ale bez paniki
Choć spory obszar miasta nadal znajduje się w strefie zagrożenia wścieklizną zwierząt i przy Głębokiej weterynarze obserwują kilka zwierząt, żadnego nowego przypadku choroby nie było.
- 25.05.2009 19:03
Obszar zagrożenia wścieklizną został wprowadzony przed dwoma tygodniami, po tym, jak u znalezionego przy ulicy Muzycznej nietoperza stwierdzono wściekliznę.
Od dwóch tygodni do lecznic zgłaszają się osoby, które znalazły różne martwe zwierzęta. Do weterynarzy trafiły już wiewiórki, kuna, pies czy kot. - Każde z nich badamy - mówi Tomasz Brzana, inspektor weterynaryjny ds. ochrony zwierząt powiatowego lekarza weterynarii w Lublinie. - Nie było żadnego nowego przypadku wścieklizny. Był nawet kolejny padły nietoperz, ale i on nie miał wścieklizny - dodaje Brzana.
Ale klatki w lecznicy Uniwersytetu Przyrodniczego nie są puste. - Bardzo dużo zwierząt obserwujemy, bo na przykład pokąsały człowieka. Znajdują się w zamkniętych klatkach w osobnym pomieszczeniu - mówi Brzana. - Jest to jednak standardowa procedura, która zawsze jest stosowana. Jacek Kuczuba, lekarz weterynarii z lecznicy Uniwersytetu Przyrodniczego, dodaje, że w pod ich obserwacją jest kilka zwierząt domowych. - Obserwujemy je przez 15 dni - mówi. - U żadnego z nich nie potwierdziliśmy wścieklizny.
Jednym z efektów wprowadzenia strefy zagrożenia wścieklizną zwierząt było duże zainteresowanie właścicieli psów szczepieniami. Lecznice przeżywały oblężenie.
Reklama
Komentarze