Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Chirurdzy z DSK dokonali cudu na sali operacyjnej

Chłopiec urodził się z wątrobą i jelitami poza jamą brzuszną. Po niezwykle trudnej operacji lekarze włożyli organy na swoje miejsce. Dziś Radek wraca do zdrowia, choć wcześniej nie dawano mu szans na przeżycie.
- W swojej ponad 40-letniej praktyce nie spotkałem tak ciężkiego przypadku - powiedział nam dziś prof. Jerzy Osemlak, ordynator Oddziału Chirurgii i Traumatologii Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie. Od operacji minęło kilkanaście dni, ale lekarze dopiero teraz zdecydowali się o tym opowiedzieć. Dziś bowiem wiadomo, że Radkowi już nic nie grozi. - Uratowali go lekarze, ale też na pewno jego siła i chęć do życia. Choć jest taki malutki - mama malca nie ukrywa łez wzruszenia. O tym, że są nieprawidłowości w rozwoju płodu, dowiedziała się w połowie ciąży. Badanie USG pokazało, ze organy dziecka rozwijają się poza jego brzuchem. Kobieta trafiła do DSK, a tu lekarze zdecydowali o cesarskim cięciu. - Gdy wyjęliśmy dziecko, okazało się, że jelita i wątroba były połączone z ciałem malca tylko naczyniami krwionośnymi i nerwowymi - opowiada profesor. - Ojciec noworodka długo zastanawiał się, czy pozwolić nam operować syna. W końcu się zdecydował. Bez zabiegu Radek nie miałby żadnych szans na przeżycie. Ale i operacja wiązała się z ogromnym ryzykiem. Udało się. - Trwało to ponad trzy godziny - wspomina prof. Osemlak. - Najwięcej trudności mieliśmy z włożeniem wątroby do znacznie mniejszego otworu. Musieliśmy to robić stopniowo. - Obawialiśmy się również, że we wnętrzu brzucha zarówno wątroba jak i jelita zaczną obumierać - mówi. - Baliśmy się też czy podejmą normalną pracę. Jednak po czterech dniach okazało się, że pracują jak należy. Mama Radka nie kryje wdzięczności lekarzom. - Z początku wydawało się to niemożliwe, że syn będzie żył - mówi kobieta. I zastrzega, że nie chce rozgłosu. - Ale udało się. Dzisiaj Radek niczym nie różni się od dzieci, z którymi przebywa na oddziale chirurgii. Normalnie reaguje, uśmiecha się, płacze i krzyczy. Prof. Osemlak mówi, że przypadki z przepukliną pępowinową zdarzają się raz na dwa tysiące porodów. - Jednak są to zwykle niegroźne przypadki - mówi. - Na zewnątrz ciała znajduje się niewielki fragment jelit czy wątroby. Tutaj było zupełnie inaczej. O sprawie napisał dziś portal www.mmlublin.pl

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama