Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Jest nowy kontrakt na sprzątanie miasta

Dzikie wysypiska mają sukcesywnie znikać z miasta. Ratusz podpisał właśnie umowy na usuwanie takich składowisk. A tam, gdzie były śmieci ogrodnicy mają zakładać trawniki.
Lublin podzielony został na cztery rejony. A usuwanie dzikich wysypisk miejscy urzędnicy powierzyli dwóm firmom: MPO Sita oraz Architektura Zieleni \"Hortus”. Zgodnie z umową właśnie te firmy będą przez najbliższe trzy lata musiały sprzątać wszystko to, co zleci im magistrat. - Rocznie likwidujemy w taki sposób około 100 dzikich wysypisk - mówi Tomasz Radzikowski, dyrektor Wydziału Gospodarki Komunalnej w lubelskim Urzędzie Miasta, który odpowiada za czystość Lublina. - Od Straży Miejskiej mamy najwięcej zgłoszeń. Był taki dzień, kiedy za jednym razem powiadomili nas o czternastu różnych wysypiskach - przyznaje Radzikowski. - Strażnicy mają zwykle pełną dokumentację. Gdzie w Lublinie jest najwięcej dzikich wysypisk? - Nie ma reguły - odpowiadają w magistracie. Ale są miejsca, gdzie odpady raz sprzątnięte pojawiają się tam ponownie już po kilku tygodniach. Z reguły w krzaki i do wąwozów mieszkańcy wynoszą zwykłe odpadki bytowe, takie jak opakowania po produktach spożywczych, obierki, czy resztki jedzenia. Rzadziej można trafić na zwały gruzu podrzucane przez lublinian remontujących swoje domy i mieszkania. Sporadycznie zdarzają się za to odpady z zakładów przemysłowych, firm i warsztatów, bo przedsiębiorców najłatwiej jest skontrolować. Wysypiska mają być likwidowane w ciągu dwóch tygodni po ich zgłoszeniu do magistratu lub Straży Miejskiej. Hortus i MPO mają nie tylko wywieźć śmieci na miejskie wysypisko w Rokitnie, ale też przekazać do utylizacji to, co do Rokitna trafić nie powinno. Na tym nie koniec. Robotnicy będą zobowiązani do wykoszenia chwastów i jednorocznych samosiewów, nawiezienia świeżej ziemi i torfu oraz zasiania trawnika.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama