Ciemno i niebezpiecznie. Lubelskie gminy oszczędzają na oświetleniu ulic
Gaszenie ulicznych latarni ratuje gminne budżety. Mieszkańcy, którzy boją się chodzić po ciemnych ulicach, protestują. Samorządowcy przyznają, że zaciemnienie to nie był najlepszy pomysł.
28.08.2009 21:02
W Kurowie i okolicach latarnie gasną o godz. 23. Oświetlona jest jedynie główna droga. Mieszkańcy bocznych ulic, którzy poinformowali nas o sprawie, żyją w strachu, bo wokół ich domów panują egipskie ciemności. Efektem oszczędności są zdewastowane przystanki i więcej pobić. Interwencje w gminie nie przyniosły skutku.
– Nie stać nas, by latarnie świeciły przez całą noc – ripostują w gminie. Urzędnicy przyznają, że zaciemnienie to kłopot dla mieszkańców. – Sprawa będzie jeszcze omawiana – zapewnia Maria Sadurska, sekretarz gminy. – Możliwe, że jesienią wprowadzimy pierwsze zmiany.
Najciemniej jest w Trzcińcu w gminie Chodel. Wójt wyłączył tam niemal wszystkie latarnie. – Nocami panują tu całkowite ciemności, ludzie są wściekli – mówi jeden z mieszkańców wsi. – Wójt powiedział, że musi oszczędzać i tyle. Nasze bezpieczeństwo go nie obchodzi. Wstyd, bo w sąsiednich gminach nie ma tego problemu.
W całej gminie Chodel jest 950 lamp. Blisko 700 wyłączono z początkiem lata.
– To taki wakacyjny eksperyment – uspokaja wójt Jan Majewski. – We wrześniu wszystko wróci do normy i latarnie będą wygaszane po godz. 23. Chcemy się przekonać, ile można zaoszczędzić przez dwa miesiące. Dla nas każde 5 tys. zł to sporo.
Roczny rachunek za oświetlenie ulic w gminie wynosi ok. 170 tys. zł.
Pieniądze to także główny argument w sporze między władzami Lubartowa a lokalną spółdzielnią mieszkaniową. Władze miasta nie chcą płacić za latarnie, oświetlające spółdzielcze ulice. Do tej pory wyłączono 23. – Wybrali najgorsze lokalizacje – mówi Jacek Tomasiak, prezes SM \"Lubartów”. – Trzy osiedla są całkowicie zaciemnione.
Dla dobra sprawy spółdzielnia zgodziła się płacić za prąd. Wybrała jednak 85 innych punktów, w których można wyłączyć światło bez szkody dla mieszkańców. Lista wraz z propozycją powołania komisji rozjemczej trafiła do Urzędu Miasta.
– Niech każdy świeci i płaci na własnym terenie – mówi Jacek Świętoński, zastępca burmistrza Lubartowa – Nie wiem, czy będzie komisja, ale chcemy to szybko załatwić.
Lublin, choć i tu pieniądze się kończą, nie zamierza iść w ślady Lubartowa. Miasto płaci nawet za oświetlenie spółdzielczych osiedli i nie zamierza tego zmieniać. – Wykręcanie co drugiej żarówki odpada. Najważniejsze jest bezpieczeństwo – wyjaśnia Anna Adamiak, zastępca dyrektora Wydziału Dróg i Mostów w Urzędzie Miasta.
Ale Ratusz pilnie musi znaleźć pieniądze, bo opłaty wzrosły o 30 proc. Potrzeba 1,5 mln zł. Bez tych pieniędzy już w październiku urzędnicy musieliby wyłączyć latarnie. (drs)
Reklama
Komentarze