Tysiące prezerwatyw poszło z dymem
18 zastępów straży pożarnej gasiło dziś pożar hurtowni z bielizną i materiałami erotycznymi przy ul. Pancerniaków w Lublinie. Dym był tak duży, że strażacy nie mogli wejść do środka płonącego budynku.
- 15.09.2009 14:16
– Pożar był bardzo trudny do ugaszenia ze względu na artykuły, które się paliły – mówi st. kpt. Ryszard Starko z Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Lublinie. W hurtowni, oprócz bielizny, były wszelkiego rodzaju artykuły erotyczne: kolorowe gazety, wibratory i tysiące prezerwatyw. – Paląca się guma powoduje duże zadymienie – tłumaczy Starko.
– Czegoś takiego jeszcze nie przeżyłam: kłęby dymu na kilkadziesiąt metrów i straszny swąd – opowiada pracowniczka jednego z magazynów w sąsiedztwie hurtowni. – Śmierdziało, jakby ktoś palił stos opon.
Pożar wybuchł tuż po godz. 10. – Nie wiem, co się stało – tłumaczy pracownik hurtowni, który był wtedy w środku. – Zobaczyliśmy ogień, potem zrobiło się dużo dymu. Szybko wybiegliśmy na zewnątrz.
Niedługo później dym był już widoczny z odległych dzielnic, a nawet ze Świdnika (ul. Pancerniaków, gdzie była hurtownia, znajduje się niedaleko \"wylotówki” z Lublina w stronę Świdnika).
– Nic nie widać, jest czarno i strasznie duszno. Nawet z aparacie z tlenem trudno wytrzymać – tłumaczył nam na gorąco jeden ze strażaków gaszących pożar. Po kilkudziesięciu minutach zrobiło się jeszcze bardziej niebezpiecznie, bo ugięła się konstrukcja dachu.
Strażacy musieli też walczyć, żeby ogień nie przedostał się na sąsiednie magazyny. Trzeba było też zabezpieczyć zbiornik z olejem napędowym, który jest tuż obok hurtowni. Sytuację udało się opanować dopiero po południu.
Łącznie w akcji brało udział aż 18 jednostek straży pożarnej: zawodowej z Lublina i ochotników z podlubelskich miejscowości. – W gaszeniu pomagali nam strażacy z miejscowości Niemce – tłumaczy bryg. Stanisław Bartko z lubelskiej PSP.
– Ale że do akcji wyjechały prawie wszystkie jednostki lubelskie, w komendach przy ul. Szczerbowskiego i Zemborzyckiej zastąpili ich strażacy z Mętowa i Głuska. A w pogotowiu czekali jeszcze ochotnicy z Krasienina i Moszczanki.
Na razie nie wiadomo, co było przyczyną pożaru. – Wyjaśnią to specjaliści w trakcie specjalnego dochodzenia – ucina Starko.
Reklama
Komentarze