Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Na ul. Niemcewicza jest brama. Pogotowie ma szlaban do chorego

Karetka musiała kluczyć między blokami, a chora czekała na pomoc. Wszystko przez bramę wjazdową do bloków przy Niemcewicza 3 i 5. Jest otwierana i zamykana na pilota, a pilotów pogotowie nie ma.
Teresa Fijoł kilka dni temu wróciła ze szpitala. Spędziła tam trzy tygodnie po wylewie. – Byłam w domu z wnuczką. Po prostu kichnęłam, dziwnie się poczułam i nagle zlał mnie pot. Złapał mnie też potworny ból – opowiada pani Teresa. Kobieta zadzwoniła po córkę i razem wezwały pogotowie. Karetka przyjechała pod blok przy Niemcewicza 5 i tam zaczęły się problemy. – Karetka nie mogła wjechać przed blok, bo brama zagradzała wjazd na parking. Zajechała dopiero z drugiej strony. Ale i tak musiałam przejść piechotą kilkadziesiąt metrów do karetki. A z każdą chwilą czułam się coraz gorzej – mówi pani Teresa. Kobieta nie ma pilota do otwierania bramy, gdyż – jak mówi – dla niej to duży wydatek. Jeden pilot kosztuje 45 złotych. – Mam czworo dzieci, które często mnie odwiedzają i musiałabym kupić każdemu takie urządzenie. Problemu z dojazdem być może by nie było, gdyby pilot posiadała karetka pogotowia. – Kiedy montowaliśmy bramę, oferowaliśmy pogotowiu pilota, ale nie chcieli – mówi Jan Lipski, prezes SM \"Dom”, do której należy blok przy Niemcewicza 5. – Owszem, odmówiłem przyjęcia pilota – przyznaje Tadeusz Taracha, kierownik Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. – Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której w każdej z kilku naszych karetek będą piloty do bram w różnych miejscach miasta. Zdaniem naszej Czytelniczki, problemem jest sama brama. – W moim przypadku wszystko skończyło się dobrze. Ale tutaj może dojść do tragedii. Od początku byłam przeciwna bramie, o czym mówiłam prezesowi – mówi Teresa Fijoł. Władze spółdzielni tłumaczą, że decyzja o zainstalowaniu bramy była spełnieniem woli większości mieszkańców. – Przez dwa lata przychodzili do mnie lokatorzy, którzy skarżyli się, że na ich parkingu zatrzymują się auta z innych bloków. Teraz ludzie są zadowoleni – twierdzi prezes Lipski. Kierownik puławskiego pogotowia mówi: W naszej pracy liczy się każda minuta. I jeszcze nie jest problemem, kiedy musimy sami dojść do pacjenta. Gorzej, kiedy musimy go przenieść na noszach do karetki.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

ReklamaNOWY LEXUS RZ Odkryj Steel-By-Wire | DNI OTWARTE 4-9 MAJA
Reklama
Reklama