Zaczęło się sensacyjnie. W drugiej minucie po samobójczym strzale Dominika Bednarczyka Stal Kraśnik prowadziła na boisku lidera - Stali Rzeszów 1:0. Gospodarze wyrównali dopiero w 67 minucie, ale później rozbili rywali aż 5:1.
04.10.2014 22:00
Kraśniczanie długo skutecznie odpierali ataki rywali. Niestety w 67 minucie mieli sporego pecha.
Jeden z obrońców gości próbował wybić piłkę, ale nie trafił w nią czysto i po chwili zagrał ręką. Sędzia nie miał wątpliwości i wskazał na "wapno".
A z 11 metrów nie pomylił się Łukasz Szczoczarz. Rezerwowy ekipy z Rzeszowa później dołożył jeszcze dwa trafienia. Gościom wyrównująca bramka wyraźnie podcięła skrzydła.
W efekcie w samej końcówce dali sobie wbić kolejne gole i skończyło się pogromem.
- Broniliśmy się bardzo mądrze do 60 minuty. Zanosiło się na sensację, ale później rzut karny i chyba rozkojarzenie mojej drużyny, a także brak wiary, że można ugrać chociaż remis. Co do gry, to po prostu nie mamy kim straszyć.
Jako jedyny mamy chyba w kadrze chyba sześciu pełnoprawnych trzecioligowców, a poza tym dysponujemy głównie chłopakami z Kraśnika. Na to nam jednak pozwalają finanse - mówił po meczu w Rzeszowie trener gości Dariusz Matysiak.
Komentarze