Reklama
Samoloty szkoleniowe uratują zakłady lotnicze w Dęblinie?
Wojsko szykuje się do zakupu kilkunastu samolotów szkoleniowych. Jest szansa, że będą je produkowały lub naprawiały Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 3 w Dęblinie.
- 23.05.2010 19:42
Losy Wojskowych Zakładów Lotniczych nr 3 w Dęblinie wciąż się ważą. Informowaliśmy już, że Ministerstwo Obrony Narodowej zastanawia się co zrobić z firmą, która po zmianie przepisów może działać na obecnych zasadach tylko do końca roku. Zakład zatrudnia ok. 300 specjalistów, którzy boją się zwolnień.
Warszawa przygotowała dwa scenariusze. Żaden jednak nie odpowiada załodze firmy. Ministerstwo proponuje przenieść majątek WZL do jednego z zakładów funkcjonujących w formie spółek (WZL-1 Łódź lub WZL-4 Warszawa).
– Jeśli to się nie uda, to część dęblińskich zakładów, która jest niezbędna do zabezpieczenia potrzeb sił zbrojnych, włączymy do budżetu – informuje biuro prasowe MON.
– Resort pracuje już nad harmonogramem włączenia nas do Łodzi. Niech lepiej rząd wyda 9 mln zł dla powodzian zamiast na likwidację zakładu – mówi Witold Kleczkowski, szef zakładowej \"Solidarności”. Podkreśla, że dęblińskie zakłady zakończyły ubiegły rok z zyskiem, a najlepszym rozwiązaniem jest zrobienie z nich instytucji gospodarki budżetowej. – Wprawdzie zapewniają nas, że nie będzie zwolnień, ale gwarancji na piśmie nie dostaliśmy – stwierdza Kleczkowski.
Przyszłość dęblińskiej firmy mogą uratować wojskowe zakupy. Wojsko Polskie chce nabyć kilkanaście samolotów szkolenia zaawansowanego typu LIFT wraz z częściami zamiennymi. Przetarg zostanie ogłoszony w najbliższych miesiącach. Państwo wyda na ten cel ok. 1 mld zł.
Ministerstwo zapowiada, że jednym z ważniejszych warunków będzie włączenie polskich zakładów w produkcję lub serwisowanie samolotów. A tej roli mogliby się podjąć fachowcy z dęblińskiej firmy.
– Sąsiedztwo dęblińskiej Szkoły Orląt dowodzi, że warto wskazać ten zakład jako odgrywający istotną rolę w wyposażaniu sił zbrojnych w te samoloty – stwierdził dwa tygodnie temu w Sejmie wiceminister Marcin Idzik.
– To ma sens, bo przecież działamy w pobliżu szkoły szkolącej pilotów. Jednak czy deklaracje ministerstwa są pewne na 100 procent? Może nagle stwierdzić, że my sobie poradzimy, a trzeba pomóc zakładom z Bydgoszczy, które chylą się ku upadkowi – zauważa Kleczkowski.
Reklama













Komentarze