Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Szpitalne oddziały ratunkowe w Zamościu oblegane przez pacjentów

Na kaca najlepsza ponoć praca. A może masz dreszcze i podwyższoną temperaturę? To jeszcze nie koniec świata. Wybierz się do lekarza rodzinnego albo do apteki. Oddział ratunkowy to ostateczność.
Oddział ratunkowy powinien udzielać pomocy w stanach zagrożenia zdrowia i życia. – Ale w polskim systemie ochrony zdrowia stał się miejscem pomocy dla pacjentów, którzy nie mogą dopukać się do gabinetu lekarza rodzinnego czy specjalisty, bo jest... zamknięty – mówi Andrzej Mielcarek, dyrektor Samodzielnego Publicznego Szpitala Wojewódzkiego im. Papieża Jana Pawła II w Zamościu. Co wtedy robią? Dzwonią o każdej porze dnia i nocy po pogotowie albo sami udają się na oddział ratunkowy szpitala po szybką pomoc. – Liczba pacjentów, którzy tam trafiają, jest tak duża, że staje się to dla nas problemem – podnosi dyrektor. I nie ma ich gdzie odesłać. To powoduje, że na niektórych oddziałach szpital jest \"zatykany”. Dotyczy to przede wszystkim oddziałów wewnętrznych, m.in. nefrologii i endokrynologii, gastrologii, neurologii i kardiologii. Tam wiecznie są organizowane \"dostawki”. – Jeśli pacjent zostanie odesłany z kwitkiem, może stać się najgorsze – mówi Mielcarek. – Dlatego przyjmujemy go na stan szpitala. Obciąża to personel, który jest przemęczony. Pojawiają się inne problemy. Do szpitala trafia na przykład pacjent z chorobą płuc, ale przy al. Jana Pawła II nie ma oddziału pulmonologicznego, a inne szpitale nie chcą takiego pacjenta przyjąć z powodu braku miejsc. Na dodatek, nie wiadomo, kto ma zapłacić za leczenie. Podobnie jest ze starszymi pacjentami wymagającymi opieki długoterminowej. Miesięczne koszty funkcjonowania oddziału ratunkowego przekraczają wartość kontraktu o blisko 60 proc. – Zgodnie z przeznaczeniem oddział ratunkowy nie powinien zastępować lekarza rodzinnego, specjalisty czy ambulatorium zabiegowego, bo do tego nie został przecież powołany – wskazuje dyrektor. Nerwowa atmosfera udziela się pacjentom i personelowi. Nic dziwnego, że coraz częściej pojawiają się trudność ze znalezieniem chętnych do pracy. – Nasz oddział przygotowany jest do jednoczesnego przyjęcia i segregacji medycznej co najmniej czterech osób, które znajdują się w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego – informuje Michał Słomian, zastępca ordynatora Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. – Gdy trafia większa liczba pacjentów, sytuacja robi się trudna. Tak było w ub. tygodniu, gdy w przepełnionej poczekalni nie brakowało pacjentów z podwyższoną temperaturą, bólem zęba czy... kacem. W międzyczasie karetki przywoziły rannych z wypadków, pacjentów z podejrzeniem zawału serca, udarami mózgu i zatruciami...

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama