Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama NOWY LEXUS RZ Odkryj Steel-By-Wire | DNI OTWARTE 4-9 MAJA

Dzięki dotacji z Urzędu Pracy zakłada pierwszą w Zamościu restaurację wegetariańską

Zrealizować biznesowy pomysł nie jest łatwo. Zwłaszcza, jeśli jest się bezrobotnym. Wojciech Olszewski, mieszkaniec podzamojskiej Zawady dowiódł, że nie warto się poddawać. Wystarczy upór i konsekwencja, żeby swoje marzenia wprowadzić w życie.
Olszewski wystarał się o 18 tys. zł dofinansowania z zamojskiego \"pośredniaka” i już na początku września otwiera restaurację wegetariańską. Będzie tam można zjeść, nadal egzotyczne u nas, sery tofu, smaczne somosy, kofty i falafele. – W Zamościu, a nawet regionie brakuje restauracji wegetariańskich – tłumaczy Wojciech Olszewski. – Myślę, że to luka na rynku. Ludzi, którzy nie jedzą mięsa jest przecież wielu. Zresztą nie brakuje także sympatyków wegetariańskich potraw. Niestety, taka restauracja, to bardzo poważne przedsięwzięcie. A urzędnicy młodym przedsiębiorcom niekoniecznie pomagają. Pan Wojciech jest wegetarianinem od kilku lat. Trochę dzięki namowom żony. Na wyborze takiej diety zaważyło jednak coś jeszcze. – Pochodzę ze wsi – tłumaczy. – Nieraz widziałem tzw. świniobicie, które jest popularne przed świętami. Nie będę ze szczegółami opisywał jak to w praktyce wygląda… W każdym razie skutecznie zniechęciłem się do mięsa. Naprawdę tak żyje się lepiej. Olszewski jest ekonomistą (skończył WSZiA w Zamościu, a potem lubelski UMCS). Przez kilka lat pracował jako wykładowca w jednej z biłgorajskich uczelni. Zarabiał niewiele. Dlatego musiał wyjeżdżać \"za chlebem” do pracy za granicę. Zajmował się m.in.... psami niemieckiego przedsiębiorcy. Pracował także w dużych angielskich restauracjach, niedaleko Londynu. – Nazywały się \"Villa deste” i \"Cambio” i słynęły z wysokiego poziomu – podkreśla Olszewski. – Byłem kelnerem, a potem awansowałem na szefa sali w jednej z nich. Interesuję się kuchnią i wiele udało mi się podpatrzeć. Nauczyłem się przygotowywania deserów, sałatek, serwowania win... Wszystkiego. Chcę to wykorzystać. Wymyślił, że jego restauracja musi być wegetriańska i powinna powstać w Zamościu. Dlaczego? – Często zamawiam dania wegetariańskie w restauracjach, ale nigdy nie jestem pewien, co otrzymam – tłumaczy. – Wybieram np. pierogi z serem, a dostaję owszem takie pierogi, ale ze skwarkami. Reklamuję i po chwili dostaję te same pierogi, ale... umyte. A to nie jest już danie wegetariańskie. Jego wątpliwości budzą też restauracyjne naczynia, czy m.in. stół, na którym są takie dania przygotowywane. – Często dania wegetriańskie i mięsne są przygotowywane w tych samych miejscach – mówi. – To jest wbrew sztuce kulinarnej. Nowa Brama Lubelska to jeden z najciekawszych zabytków fortecznych Zamościa. Po twierdzy, działał tam m.in. magazyn żywności, piekarnia, skup warzyw, a w latach 1963-75 poczekalnia, kasy i m.in. bufet PKS. Obiekt wyremontowano ostatnio za unijne pieniądze, a potem ogłoszono przetargi dla przyszłych najemców. Według wytycznych miejskich urzędników powinna tam funkcjonować galeria, trasa turystyczna i niewielka restauracja. Wszystko miał \"obsługiwać” jeden najemca. Nic dziwnego, że chętnych było jak na lekarstwo. Prowadzenie galerii i utrzymywanie niewielkiej trasy turystycznej nie może być w Zamościu dochodowe. Miłośników sztuki jest tutaj jak na lekarstwo. Zamojscy urzędnicy uparli się jednak, żeby w odnowionych obiektach prezentować sztukę. – Magistrat długo nie mógł znaleźć najemcy na Nową Bramę Lubelską – mówi Olszewski. – W sumie jest tam 370 mkw. powierzchni. Restauracja może zajmować zaledwie ok. 30 mkw.! Jak to wszystko utrzymać? Długo biłem się z myślami, ale w końcu stanąłem do przetargu i wygrałem. I wtedy zaczęły się kłopoty. Okazało się, że wyremontowany za unijne pieniądze obiekt daleki jest od ideału. Sufity i ściany były wilgotne i kapała z nich woda. Świeża farba z galerii zaczęła odłazić całymi płatami, a drewniane drzwi tak się wypaczyły, że najpierw nie można było ich otworzyć, a potem zamknąć. – Było wiele błędów – mówi Olszewski. – Położono np. na stare mury tynki. Komisje, które tu przychodziły, dziwiły się, że to wbrew sztuce, bo takie mury muszą oddychać. Zabrakło też drzwi od strony kurtyny, a kraty z okien wypadały. Rozpacz. Choć lokal mam od czerwca, ciągle nic nie mogę w nim robić. Zaczęła się prawdziwa batalia. Olszewski musiał Zakładowi Gospodarki Lokalowej w Zamościu i wykonawcom pokazywać każdą usterkę i domagać się jej naprawienia. Szło opornie. Wiele musiał zrobić sam. – W międzyczasie dostałem 18 tys. zł dotacji z Powiatowego Urzędu Pracy na rozpoczęcie działalności gospodarczej – mówi Olszewski. – Ten urząd podszedł do mnie bardzo życzliwie i bez uwag przyjął mój projekt. Ale dofinansowanie obwarowane jest wieloma rygorami. Wystarczy przekroczyć terminy i można je stracić. A ja nie mogę do tego dopuścić! Pieniądze z PUP dały mu jednak zastrzyk energii. Okazało się, że marzenie bezrobotnego inteligenta może się spełnić. Zabrał się do pracy. Wymurował ścianę w magazynku, zabrał się za malowanie, zamówił restauracyjne stoły i ławy oraz lodówki i cały sprzęt. Kłopot był tylko z pracownikiem. – Dlatego o moim pomyśle napisałem na forum www dla wegetarian – opowiada. – Zaraz zgłosił się 34-letni Marcin Sienkiewicz z Warszawy, kucharz. Pomysł tak mu się spodobał, że postanowił wraz z rodziną... przeprowadzić się na Roztocze. To wegetarianie. Już sprzedali warszawskie mieszkanie i kupują dom niedaleko Sułowa. Marcin będzie u mnie pracował, a jego żona zajmie się m.in. ekologicznym gospodarstwem, które chcą założyć. – W Warszawie trudno żyć ekologicznie i zdrowo – dodaje Marcin. – Od dawna szukaliśmy takiej okazji. Za każdy metr swojej restauracji Olszewski będzie płacił miesięczny czynsz w wysokości 15 zł. W sumie pochłonie to 3,5 tys. zł. Musi też płacić pensję kucharzowi. – Już wydałem mnóstwo pieniędzy – martwi się Olszewski. – Z niepokojem zaglądam na konto w banku. Okazało się jednak, że młody przedsiębiorca może liczyć na wsparcie. Olszewskiemu postanowili pomóc znajomi. – To jest naprawdę budujące – mówi pan Wojtek. – Pomagają w remontach, mają pomysły na aranżacje wnętrz, restauracyjne menu i wystawy w galerii. Świetnie! Restauracja ruszy na początku września. Będzie nosiła nazwę \"Owca cała”. Olszewski wraz ze swoim kucharzem chcą serwować wyłącznie zdrowe, wegetariańskie jedzenie. Będzie można tutaj zjeść naleśniki z warzywami, kotlety z białka sojowego, ser tofu, smaczne falafele, kofty, somosy, wegetariańskie sushi oraz napić się soków ze świeżych owoców, warzyw i brzozy. Zaplanowano też mnóstwo sałatek z kiełkami. Zamiast kawy będzie serwowana yerba oraz tzw. żywe piwo (jest nie pasteryzowane). – Ma być ładnie, smacznie, zdrowo i tanio – tłumaczy pan Wojciech. – Tylko tak będę mógł sobie zaskarbić życzliwość klientów. Po otwarciu restauracji, jeszcze jesienią, ruszy galeria i zostanie otwarte przejście w kurtynie. Są już pomysły na wystawy. Wspólnie z Archiwum Państwowym w Zamościu młody przedsiębiorca zamierza otworzyć stałą ekspozycję fotografii zabytków i mieszkańców Hetmańskiego Grodu. Marzy mu się także wystawa prac Edmunda Monsiela, znanego na całym świecie, a zapomnianego na Zamojszczyźnie artysty-plastyka z Wożuczyna oraz duża ekspozycja obrazów Macieja Sęczawy, znakomitego malarza, nauczyciela PLSP w Zamościu. Pan Wojtek swoim zapałem potrafi zarazić innych. – Także jestem wegetarianinem i bardzo cieszę się z powstania tej restauracji – mówi Maciej Sęczawa. – Na pewno będą jej stałym klientem. A wystawa moich prac, to fajny pomysł. Znam też innych plastyków… Oni też chętnie zaprezentują tam swój dorobek. WIĘCEJ W CZWARTKOWYM DODATKU NASZE ZAMOJSKIE

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama