Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama

Spis Rolny 2010 w Wilkowie: Wizyty rachmistrzów krótkie, nie ma co spisać

Rachmistrz spędza u rolnika średnio 40 minut. Ale w gminie Wilków wizyta nie trwa dłużej niż kwadrans. Tak wygląda spis rolny na terenach dotkniętych powodzią. Bo większości gospodarzy nie ma o co pytać.
– Dlatego kwestionariusz dla powodzian jest mocno uproszczony – mówi Wioletta Czarnecka, rachmistrz z Wilkowa. – Na początku wizyty ustalamy, czy gospodarstwo zostało zalane. Jeśli tak, nie wypytujemy o szczegóły. Ludzie bywają rozgoryczeni i zmęczeni powodzią. Rachmistrz nie będzie więc dociekał, co uprawiali i jakich używali nawozów. Poprosi jedynie o oszacowanie strat, w tym zniszczonych maszyn. Gospodarze muszą też zadeklarować, czy w tym roku wznowią produkcję rolną. – Pytanie o źródło utrzymania to jedno z tych, którego boję się zadawać – przyznaje Czarnecka. – Większość mieszkańców jest w bardzo ciężkiej sytuacji. Mimo to, spisują się chętnie i bez większych obaw. – Wiem, że to obowiązek, więc nie ma z czym dyskutować – mówi Wiesław Piątek z Lubomirki w gm. Wilków. – Nie ma co kombinować, tylko powiedzieć, jak jest. Wizyta w gospodarstwie Piątków trwała najwyżej 5 minut. Rodzina straciła w powodzi niemal cały dobytek. Na szczęście, ocalał dom, w którym można już mieszkać. – Nie ma się co stresować, ja się przyzwyczaiłem – mówi Marek Kufel, sadownik z Lubomirki. – Nasze uprawy co parę lat zalewa woda albo niszczy mróz. U mnie 70 proc. drzew nadaje się do wycięcia. Może za 3–4 lata uda się to odtworzyć. Wszystko mogę opowiedzieć rachmistrzowi. W telewizji sporo mówili o spisie, więc nie mam żadnych obaw. Ale niektórzy rolnicy podchodzą do spisu z rezerwą. Boją się, że dane z kwestionariusza wpłyną np. na wysokość odszkodowań lub dopłat rolniczych. – No bo, po co im tyle informacji? – pyta pan Janusz z Wilkowa. – Tylko do celów statystycznych – uspokaja Czarnecka. – Informacje o gospodarstwach wprowadzamy do przenośnych terminali. Po zakończeniu wizyty, wysyłamy je do centralnego serwera. Rachmistrz nie ma już do nich dostępu. – Nie ma się czego bać, bo odszkodowania i tak nikt nie da na piękne oczy – dodaje Kufel. – Rzeczoznawca musi sam wycenić straty. Ja miałem w domu dwa metry wody. Do końca roku zdążę z remontem. Jednocześnie straciłem sad, który był jedynym źródłem utrzymania. Podobne kłopoty ma większość okolicznych mieszkańców. Do końca października wszyscy opowiedzą o swojej sytuacji rachmistrzom. W gminie Wilków jest ich sześciu. Każdy musi zebrać dane z ponad 200 gospodarstw.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama