Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Rząd chce zwalniać urzędników i obniżać im pensje. Będą protestować

Pracownicy największych lubelskich urzędów jadą w środę do Warszawy protestować przeciwko planowanym przez rząd redukcjom etatów i pensji w administracji.
– U nas nie ma kogo zwalniać, kokosów też nie zarabiamy – mówią zagrożeni pracownicy. Rząd chce \"racjonalizować” zatrudnienie poprzez zwolnienie ok. 10 proc. pracowników administracji. Sejm zajmie się projektem ustawy jesienią. Zwolnienia są jednym z pomysłów na ratowanie finansów państwa. Mają dać 1 mld zł oszczędności rocznie. \"Racjonalizacja” powinna zakończyć się w lipcu 2011 r. Na manifestację budżetówki pojedzie z Lublina kilka autokarów. – Czekamy wciąż na zgłoszenia. Zadeklarowali się już strażacy – mówi Krzysztof Chojna z Zarządu Regionu Środkowowschodniego NSZZ \"Solidarność”. Na protest wybierają się też skarbowcy. – Stanowczo nie godzimy się na żadne cięcia: ani etatów, ani pensji. Z naszego urzędu na manifestację zgłosiło się 15 osób – mówi Grażyna Mitkowska z \"Solidarności” w I Urzędzie Skarbowym w Lublinie, w którym pracuje 265 osób. – Od lat nie ma u nas nowych etatów, przyjmujemy pracowników tylko wtedy, gdy jest wakat – mówi Paweł Zgrajka, naczelnik I US. I dodaje: Ja nie mam kogo u siebie redukować. A średnia płaca u nas to 3 tys. zł brutto, z tego też nie ma co ciąć. Stanowisko związkowców wojewoda lubelska Genowefa Tokarska dostanie dzisiaj. – Ten projekt ustawy jest w obróbce, może być zmieniony. Czekam spokojnie, aż będzie to akt prawny – mówi Jarosław Szymczyk, dyrektor generalny Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego. W LUW średnia płaca to 3 236 zł, w Izbie Skarbowej w Lublinie 3,2 tys. zł, a w lubelskim oddziale ZUS 2,8 tys. zł brutto. – To żadne kokosy! – denerwuje się pani Anna z 22-letnim stażem w ZUS. I pyta: Z czego rząd chce nam obcinać? Zarabiamy tyle, ile wynosi średnia pensja w naszym regionie (za lipiec było to 2841 zł – red.) Rządowe cięcia nie obejmą samorządowców, dlatego m.in. 800 pracowników Urzędu Marszałkowskiego może spać spokojnie. – Moim zdaniem cięcia zatrudnienia przynoszą pozorne korzyści – mówi Leszek Burakowski, sekretarz województwa. – Nie da się dobrze wykonywać zadań bez pracowników.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama