Reklama
300 tys. złotych na przeprowadzkę dla powodzian z Wilkowa
Powodzianie z Wilkowa mogą dostać od państwa do 300 tys. zł na budowę nowych domów. Warunek jest jeden. Trzeba stawiać je wyżej. Na działkach, którym nie grozi zalanie.
- 20.09.2010 13:56
– Pieniądze już przekazujemy samorządom – zapewniał wczoraj w Lublinie Jerzy Miller, minister spraw wewnętrznych i administracji – Chodzi o kwoty od 100 do 300 tys. zł na rodzinę. W ten sposób państwo weźmie udział w przenoszeniu mieszkańców na bezpieczne tereny.
Według ministra z takiej formy pomocy skorzystało już 400 osób w całym kraju. Ale dla samorządowców i mieszkańców gminy Wilków, to nowość. Do tej pory oferowano im jedynie 100 tys. zł na odbudowę zniszczonych domów. – Pierwszy raz o tym słyszę. Informacja o większej pomocy do nas nie dotarła – potwierdza Grzegorz Teresiński, wójt Wilkowa. – Widać zawiódł system przepływu informacji między urzędami.
Bo według wójta, stosownej informacji nie mieli także urzędnicy wojewody. – Jako przykład mogę podać rodzinę ze wsi Zarudki – dodaje Teresiński. – Zdecydowali się na przesiedlenie i prosili o pomoc w Lubelskim Urzędzie Wojewódzkim. Usłyszeli, że mogą dostać najwyżej 100 tys. zł.
Co na to urzędnicy wojewody? – Projekt jest dopiero przygotowywany. Czekamy na szczegółowe wytyczne – mówi Rafał Przech z biura prasowego LUW. – Kiedy tylko do nas dotrą, poinformujemy lokalne samorządy.
Według wójta gotowość przeprowadzki zgłosiło zaledwie 20 rodzin z całej gminy. Ale nie wiedzieli, że mogą otrzymać nawet 300 tys. zł na start. Teraz chętnych może być znacznie więcej.
– Takie pieniądze powinny wystarczyć. Nawet, jeśli trzeba będzie kupić nową działkę, to i tak zostanie na niewielki dom – mówi Monika Piątek ze wsi Majdany. – Tylko z tym opuszczeniem swojego miejsca może być kłopot. A poza tym ceny działek w okolicy mogą mocno podskoczyć. Podobnie, jak stawki za roboty budowlane. Jak tylko opadła woda, poszybowały w górę.
O ile pieniądze na inwestycje się znalazły, to nadal nie wiadomo, z czego powodzianie mają się utrzymywać. Większość żyła z sadów i chmielników. Niemal wszystkie uprawy są zniszczone a ich odtworzenie potrwa kilka lat. Minister odsyła powodzian do pomocy społecznej. – Kilkaset złotych zasiłku nie załatwi sprawy – komentują samorządowcy.
Reklama













Komentarze