Chcą szukać tego co łączy, nie dzieli. Choć przepaść między Polakami i Ukraińcami, jaka powstała podczas ostatniej wojny, jest trudna do zasypania, Towarzystwo Miłośników Ziemi Horodelskiej zamierza podjąć ten wysiłek.
Bogdan Nowak
23.09.2010 16:41
Chodzi o uczczenie bohaterskich Ukraińców, którzy z narażenie życia ratowali podczas wojny Polaków. – Takich przypadków było ponad tysiąc dwieście – zapewnia Dariusz Tuz, prezes horodelskiego towarzystwa. – Tylko w naszej miejscowości odnotowaliśmy kilka.
Dla wielu mieszkańców regionu samo słowo \"Ukrainiec” ma negatywne znaczenie. Dlaczego? Szacuje się, że w latach 1943-44 tylko na Wołyniu zginęło 50 do 60 tys. osób. To wtedy ukraińscy nacjonaliści podjęli decyzję o wymordowaniu Polaków z Wołynia i Polesia. Naszych rodaków rozstrzeliwano, rąbano siekierami.
Mordercami byli nie tylko członkowie UPA, ale też ukraińscy sąsiedzi. Tysiące uciekinierów przeniosło się m.in. na Zamojszczyznę i Chełmszczyznę. Dotarło tu też UPA.
– W morzu zła, pojawiali się ludzie, którzy potrafili się pobratymcom przeciwstawić – przyznaje Janina Kalinowska, prezes Stowarzyszenia Upamiętniania Polaków Pomordowanych na Wołyniu. – Trzeba o nich pamiętać. Myśleliśmy o stworzeniu medalu dla nich. Ale na Ukrainie odradza się nacjonalizm. Ujawnienie nazwisk tych ludzi może być dla nich niebezpieczne…
Na razie członkowie horodelskiego stowarzyszenia uczczą bohaterskich Ukraińców inaczej. Jutro powstanie w Horodle aleja róż, która będzie im poświęcona. – Zasadzimy je przy kościele św. Mikołaja – mówi Tuz.
– W przyszłości ustawimy tam także tablicę pamiątkową. Podjęcie tej inicjatywy było możliwe dzięki pomocy historyków IPN i ich publikacjom.
Akcja będzie prowadzona także w innych przygranicznych gminach, w pasie od Lutowisk do Włodawy. – Mamy za co dziękować – podkreśla Tuz. – Wielu Ukraińców zginęło, bo próbowali ratować Polaków. To może zbliżyć nasze narody.
Idea się spodobała. – Gdy dostaniemy propozycję, przyłączymy się – zapowiada Andrzej Kratiuk, sekretarz UG we Włodawie.
Czy jednak zwykli Ukraińcy potrzebują takich upamiętnień. Trudno powiedzieć. W sercu Lwowa natknęliśmy się swego czasu na targi staroci. Można tam znaleźć m.in. fotografie nazistowskich dostojników. Spod lady wyciągane są także kopie emblematów niemieckich i ukraińskich jednostek z czasów wojny. – Bo my widzimy historię po swojemu – tłumaczył nam jeden z handlarzy.
Komentarze