Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

\"Para na życie” reż. Sam Mendes (recenzja)

Jak często można zobaczyć film o szczęśliwych ludziach? I to nie cukrową watę dla oczu, ale dowcipnie nakręconą opowieść? Nowy film twórcy \"American Beauty” i \"Drogi do szczęścia” to lek na zwątpienie w sens życia we dwoje.
Burt (John Krasinski) i Verona (Maya Rudolph) są po 30. i są parą. Ona grafik, on pracuje w branży ubezpieczeniowej. Są ze sobą od kilku lat, tworząc nieformalny związek. Mieszkają w niezbyt eleganckim domu w pobliżu rodziców Burta. Ich historię poznajemy w chwili, gdy na 3 miesiące przed narodzinami dziecka okazuje się, że nic ich nie trzyma w dotychczasowym miejscu zamieszkania. No, i tu się zaczyna tak zwane kino drogi. To oczywiście nic odkrywczego w kinie, sporo filmów polega na wędrówce bohaterów z miejsca na miejsce i na spotykaniu w owych miejscach przystankowych dziwnych postaci lub sytuacji. Żeby nie szukać daleko –\"Broken Flowers” Jarmuscha. To nie powód żeby grymasić, bo reżyser wysyła swoich bohaterów w podróż i ale okazji każe im zastanowić się nad ich związkiem, sensem bycia razem, wychowywaniem dzieci i nad życiem w ogóle. Właściwie można powiedzieć, że nowy film Sama Mendesa powinien być obowiązkowo wyświetlany wszystkim parom, które zamierzając wstąpić w związek, są w związku albo im się wydaje, że są. Na dodatek problemy filozoficzno-egzystencjalne są tak roztrząsane, że niektórzy mogą w czasie projekcji wyłącznie chichotać (uwiedzeni zabawnymi dialogami) i nawet nie zauważą, że idzie o sprawy kardynalne. Generalnie, wyprawa do lubelskiego kina Bajka nie jest czasem zmarnowanym.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama