Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Lublinianie przestali jeść ogórki, hurtownicy liczą straty

Hurtownicy z giełdy w Elizówce koło Lublina mają problem ze sprzedażą ogórków. Początki paniki zauważają również sklepikarze. Zaś niektóre firmy cateringowe wycofały mizerię z menu.
– Psychoza na pewno jest – zauważa Paweł Sławiński, hurtownik z Elizówki. – Ludzie pytają, skąd pochodzą nie tylko warzywa, ale i owoce. Mieliśmy zamówienie ze szkoły gastronomicznej na 10 kg ogórków. W poniedziałek jednak zmienili zdanie i już ich nie kupują. Kompletnie nie rozumiem takiego zachowania, ponieważ od lutego sprzedajemy tylko polski towar. A on jest bezpieczny. – Ogórek od poniedziałku praktycznie się nie sprzedaje – dodaje Robert Strzałkowski, pracownik jednego ze stoisk na lubelskiej giełdzie. – Ludzie się boją, ale chyba nie wiedzą, że o tej porze roku nikomu nie opłaca się sprowadzać ogórka czy pomidora z zagranicy. Tymczasem szefowie giełdy w Elizówce twierdzą, że sytuacja na rynku się nie zmieniła. – Jest spokojnie – zapewnia Ryszard Nowak, prezes Lubelskiego Rynku Hurtowego. – Odnotowujemy nawet wzrost sprzedaży, bo teraz mamy czas, kiedy odbywają się przyjęcia komunijne. Z powodu napływających informacji z Niemiec niektóre firmy cateringowe wycofały z oferty surówki z ogórkiem. – Jeszcze w ubiegłym tygodniu podawaliśmy mizerię, teraz nie ma jej w naszym menu – przyznaje Anna Bończewska z firmy Gaster. – Pewnie nie byłoby zainteresowania. Inni podchodzą do tego spokojnie. – Może jedna osoba na sto zapytała mnie, skąd są warzywa – twierdzi z kolei Sławomir Mielnik, menedżer restauracji Galeria Smaku. – Ani nie zmieniłam swoich zwyczajów, jeśli chodzi o przygotowanie warzyw do jedzenia, ani nie rezygnuję z kupowania ogórków i pomidorów – przekonuje Anna Nowak, mieszkanka Lublina. – Myję je tak, jak zawsze, a ogórki obieram. Moim zdaniem, nie ma co panikować. Mniejsze zainteresowanie ogórkami zauważają sklepikarze. – Klienci upewniają się, czy na pewno pochodzą z Polski – wyjaśnia pani Grażyna z osiedlowego sklepu na Czechowie. – Rzadko kupują ogórki. Jeśli już, to biorą je głównie mężczyźni. • Jakie warunki najlepiej sprzyjają rozwojowi bakterii coli w warzywach? – 37 stopni Celsjusza to dla niej optymalna temperatura do rozwoju. Latem rozprzestrzenia się ona najczęściej. • Czy to ten sam typ bakterii coli, który każdy z nas ma w swoim organizmie? – Nie. Skażone warzywa mają w sobie szczep bakterii, który nabrał zupełnie nowych możliwości. Mogą okazać się dla człowieka śmiertelne. • Czyli strach przed zjedzeniem zakażonych warzyw jest jak najbardziej uzasadniony? – Tak. Dlatego powinniśmy jeść gotowane warzywa. Wysoka temperatura zabija bakterie. Mrożenie warzyw sprawi jedynie, że bakteria coli dobrze się przechowa. • W jaki sposób sanepid monitoruje rynek warzyw w woj. lubelskim? – Na bieżąco inspektorzy sprawdzają hurtownie warzyw. Ogórki, sałata, cukinie i pomidory, na te warzywa zwracamy szczególną uwagę. • W jaki sposób możemy uniknąć zatrucia? – Zalecamy przede wszystkim dokładne mycie warzyw przed zjedzeniem. To jednak nie pozwoli w zupełności wyeliminować bakterii, które są w warzywach. Najlepiej, jeśli spożywamy warzywa gotowane. • Jak mogą wyglądać pierwsze objawy zatrucia? – Na początku pojawia się krwawa biegunka. Nawet spożycie niewielkiej ilości produktu, zawierającego bakterię coli, może okazać się niebezpieczne. W przypadku dzieci może nawet zakończyć się śmiercią. Pytała: Anna Jasińska

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama