Ulica Lubelska w Chełmie jak jezioro
Po przebudowie ulicy, woda na Lubelskiej miała się już nie zbierać. Ale ubiegłotygodniowy deszcz pokazał, że to było tylko pobożne życzenie.
- 12.06.2011 19:48
Od wielu lat na ul. Lubelskiej w czasie deszczów woda gromadziła się i rozlewała na sąsiednie posesje. Dotyczyło to zwłaszcza odcinka za przystankiem kolejowym Chełm Miasto. Ubiegłoroczny remont połączony z przebudową tej ulicy miał to zjawisko wyeliminować. Tymczasem, pierwszy ulewny deszcz od czasu zakończenia robót udowodnił, że drogowcy osiągnęli efekt wręcz odwrotny.
– Od 30 lat mieszkam przy Lubelskiej i dopiero teraz woda wdarła się do piwnicy naszego domu, gdzie mąż ma warsztat ślusarski – mówi Elżbieta Ślusarczyk. – Wynosiliśmy ją wiadrami. Niestety, zdążyła zalać m.in. kosztowne spawarki męża. Cały jego warsztat pływał w wodzie, a ze studzienki, która miała zbierać ją z naszej posesji, biła w górę istna fontanna.
Kolejną poszkodowaną w wyniku ulewy była także Jadwiga Rusińska. Woda z ulicznego rozlewiska spływała dokładnie w stronę jej drewnianego domku.
– W jednej chwili za domem pojawiło się istne jezioro – mówi pani Jadwiga. – Woda zalała mi ogród i wdarła się do garażu, gdzie właśnie zwieźliśmy węgiel. Aż boję się zajrzeć do piwnic...
Mieszkający po sąsiedzku Mirosław Kornijuk twierdzi tymczasem, że dokładnie przewidział to, co się stało i jeszcze w ubiegłym roku uprzedzał projektantów przed taką ewentualnością.
– Od lat nikt w mieście nie chce podejść do problemu wody z opadów w sposób kompleksowy – mówi Kornijuk. – Wiem, że w planach była budowa zbiorników przejmujących nadmiar wody, ale je zarzucono. A nasza Uherka nie zawsze jest w stanie całej jej przyjąć.
Już w piątek Krzysztof Tomasik, dyrektor Zarządu Dróg Miejskich razem z przedstawicielami projektanta i wykonawcy przebudowy Lubelskiej przeprowadzili na miejscu wizję lokalną. – Na ostateczne wnioski jeszcze za wcześnie, ale z wstępnych ustaleń wynika, że w czasie ulewy zawiodły separatory, czyli filtry oczyszczające wodę deszczowa odprowadzaną do Uherski – mówi Tomasik. – Po prostu okazały się niedrożne. Teraz należy ustalić, czy wina za taki stan rzeczy leży po stronie projektanta, czy wykonawcy. Kiedy to się rozstrzygnie to jednego, lub drugiego wezwiemy do naprawienia tego, co ewentualnie spaprał.
W czasie czwartkowej ulewy w rozlewisku utknęło kilka samochodów. Zanim woda nie zeszła, ulica była nieprzejezdna około godziny. Znacznie więcej czasu zajęło mieszkańcom naprawienie szkód, które zdążyła wyrządzić.
Reklama













Komentarze