Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama STUDNIÓWKA 2026 - zobacz galerię zdjęć!
Reklama

Lekarze w konflikcie, pacjenci w kolejkach

Coraz dłuższe kolejki, zdezorientowani pacjenci, dodatkowe dyżury - szpitalne izby przyjęć pękają w szwach. Nadal zamkniętych jest 40 proc. przychodni w naszym województwie. We wtorek po południu protestujący lekarze spotkali się z ministrem.
Lekarze w konflikcie, pacjenci w kolejkach
- To nie do pomyślenia, żeby tak postępowali lekarze. Byłem w dwóch przychodniach, obie były zamknięte na głucho - denerwuje się jeden z pacjentów, który w poniedziałek przyjechał na SOR szpitala przy al. Kraśnickiej w Lublinie.

- Leczę się na nadciśnienie, muszę regularnie chodzić do lekarza - tłumaczy Waldemar Staruch (na zdjęciu), który także trafił na Kraśnicką. - Moja przychodnia jest zamknięta, więc musiałem przyjechać tutaj. Kolejka jest bardzo długa, na badania czekałem kilka godzin.

Do godz. 13 w poniedziałek lekarze przyjęli blisko setkę pacjentów. - Jest jeszcze gorzej niż 2 stycznia, kiedy w ciągu całego dnia przyjęliśmy 178 osób. Jeśli ta sytuacja się utrzyma będziemy musieli ściągnąć na dyżur dodatkowych lekarzy - mówi Dorota Koziej-Łasocha, lekarz dyżurny w SOR przy al. Kraśnickiej.

Do tej pory na terenie naszego województwa umowy z NFZ podpisało 61 proc. przychodni i 68 proc. lekarzy rodzinnych. - Opieką medyczną jest objętych 63 proc. mieszkańców regionu - informuje Małgorzata Bartoszek, rzeczniczka lubelskiego NFZ.

Najtrudniejsza sytuacja jest w powiecie radzyńskim gdzie na 14 przychodni umowy na 2015 rok podpisały tylko dwie i w powiecie biłgorajskim, gdzie spośród 18 przychodni, umowę z NFZ przedłużyła tylko jedna. Pomocy lekarza ludzie szukają w szpitalach.

- Mamy lekarza dyżurnego, internistów i pediatrę - wylicza Bartłomiej Siembida, ratownik medyczny ze szpitala w Biłgoraju. - Pacjentów jest znacznie więcej niż zwykle. W piątek do godz. 14 przyjęliśmy ich ponad setkę.Lekarze rodzinni zrzeszeni w Porozumieniu Zielonogórskim, winą za przedłużający się protest obarczają ministra zdrowia.

- Nie możemy się zgodzić na podpisanie umów na obecnych warunkach - tłumaczy Marek Sobolewski, wiceprezes Lubelskiego Związku Lekarzy Rodzinnych-Pracodawców. - To umowy, które dają NFZ jednostronną możliwość zmiany jej warunków w dowolnym momencie.

Gdy zamykaliśmy to wydanie gazety trwały rozmowy przedstawicieli Porozumienia Zielonogórskiego z ministrem Bartoszem Arłukowiczem. To pierwsze spotkanie od 29 grudnia, kiedy do porozumienia nie doszło i lekarze zdecydowali się nie otwierać swoich gabinetów po 1 stycznia.

- W najgorszych scenariuszach nie przewidzieliśmy, ze protest tyle potrwa - mówiła nam we wtorek wieczorem Wioletta Szafrańska-Kocuń z Lubelskiego Związku Lekarzy Rodzinnych-Pracodawców. - To, czy otworzymy w środę przychodnie, będzie zależało od tego jaką propozycję przedstawi nam minister. Mamy nadzieję, że dojdziemy do porozumienia, bo chcemy pracować.

Podziel się
Oceń

Komentarze

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama