ROZMOWA z posłem Zbigniewem Wojciechowskim, kibicem żużla, byłym prezesem Lubelskiego Węgla KMŻ
Marek Wieczerzak
28.09.2011 23:02
• Wybiera się pan na Ukrainę dopingować lubelskich żużlowców?
- Bardzo chciałem pojechać i nosiłem się z takim zamiarem, ale niestety nie mogę. W dniu spotkania do Lublina przyjeżdża na moje zaproszenie ważna delegacja. Będziemy omawiać sprawy z marszałkiem i prezydentem, więc muszę być na miejscu. Będę jednak trzymał mocno kciuki za naszych zawodników.
• Jaki wynik pan typuje?
- Istotne jest samo zwycięstwo. Wynik to sprawa drugorzędna, ale moim zdaniem wygramy różnicą 20 punktów.
• To pewnie ma pan już przygotowanego szampana?
- Szampan, i to duży, czeka już od roku (śmiech – przyp. red.). Ten sam, którego zabrałem do Łodzi i miał być otwarty po meczu barażowym z Orłem. Wtedy niestety się tego nie doczekał, bo przegraliśmy walkę o I ligę. Teraz nie przewiduję już innego scenariusza niż nasze zwycięstwo, po którym będziemy mogli wreszcie świętować awans. Lublin zasłużył na niego.
• Być może kwestia już się rozstrzygnęła. Wierzy pan w to, że Lechma Poznań nie przystąpi do barażu?
- Z tego co wiem poinformowali o tym GKSŻ jedynie telefonicznie. Na piśmie na razie tego nie zgłosili. Ale mimo tego nie możemy się oglądać na to, co zrobi Poznań i jakie rozstrzygnięcia zapadną w jego sprawie. Musimy wygrać.
• W I lidze stadion wymaga oświetlenia. Miasto zbuduje je na czas?
- Rozmawiałem o tym z prezydentem Krzysztofem Żukiem na sobotnich derbach piłkarskich Motoru z Wisłą. Zapewnił mnie żebym się nie martwił. Powiedział: „Zróbcie swoje, a my też zrobimy swoje”. Pozostaje oczywiście jeszcze kwestia dogrania szczegółów, choćby tego, czy oświetlać cały stadion, czy tylko sam tor. Będziemy o tym dyskutować, bo może nie ma sensu narażać się na koszty związane z oświetleniem boiska, skoro wkrótce piłkarze i tak będą grać na nowym stadionie przy Krochmalnej.
• Jaki był dla pana ten mijający sezon żużlowy w Lublinie?
- Początek w naszym wykonaniu był słaby. Pojawiły się zaskakujące porażki. Nie wierzyłem własnym oczom, bo przed startem rozgrywek myślałem, że nie mamy, z kim przegrać w tej lidze. Sport jest jednak nieobliczalny. Choć gdyby zawodnicy dopasowali dobrze sprzęt i przygotowali się kondycyjnie to nie byłoby takich problemów. Z drugiej strony – kibice mają zapewnione emocje do samego końca.
Komentarze