Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Przedszkole \"Mali Odkrywcy” ma oddać miastu co najmniej 115 tys. zł

Co najmniej 115 tys. złotych ma zwrócić miastu niepubliczne przedszkole \"Mali Odkrywcy”. Kontrolerzy z Ratusza uznali, że placówka niewłaściwie wydawała pieniądze. – Nieprawda. Będę się odwoływać – odpowiada jej właściciel.
To była rutynowa kontrola. Magistrat sprawdził, jak przedszkole przy ul. Siewnej wydawało dotację od miasta. Chodzi o lata 2010 i 2011. W tym czasie placówka otrzymała z Ratusza ponad 263 tys. zł. Ale tylko co do kwoty 87 tys. zł kontrolerzy nie mieli wątpliwości, że została wydana prawidłowo. Pozostałe wydatki, czyli prawie 176 tys. zł zdaniem urzędników nie miały potwierdzenia w dokumentach. Kontrolerzy wytknęli, że operacje widoczne w historii bankowego konta przedszkola nie zgadzały się z inną dokumentacją. Pieniądze miały być wydawane m.in. na opłacenie zaległych podatków i składek na ZUS, a składki były odprowadzane nawet z kilkumiesięcznym opóźnieniem. Zgodnie z prawem powinny być opłacane do 15. dnia następnego miesiąca. Urzędnicy stwierdzili, że pieniądze z miejskiej dotacji poszły też na wynagrodzenia dla osób prowadzących zajęcia dodatkowe, organizowane na życzenie rodziców i na ich koszt. A na to dotacji nie wolno było wydawać. Kontrola wykazała też duże rozbieżności w kwotach tych wydatków: dyrektor podał 10 tys. zł, magistrat doliczył się w rachunkach tylko 3,5 tys. złotych. Przedszkole miało też wbrew prawu opłacać z dotacji zakup materiałów i wyposażenia. Lista zarzutów jest dłuższa. Z akt kontroli wynika też, że dyrektorka zamiast na etacie zatrudniona była na umowie-zleceniu, pensje pracowników były wypłacane z opóźnieniem, a od marca do czerwca tego roku dotacja w łącznej kwocie 43 tys. zł – zamiast przez konto przedszkola – przechodziła przez prywatny rachunek właściciela placówki. – Zażądaliśmy zwrotu pieniędzy – informuje Anna Morow, dyrektor Wydziału Audytu i Kontroli. Chodzi o 116 tys. złotych. A jeśli przedszkole nie skoryguje dokumentów dotyczących dotacji otrzymanej w 2011 roku, będzie musiało zwrócić dodatkowo prawie 60 tys. zł. – Odwołam się i na pewno nie będę musiał niczego zwracać – mówi Stanisław Jagodziński, właściciel przedszkola. – Kontrolerzy nie mieli wszystkich dokumentów. Nie wydałem z publicznych pieniędzy ani złotówki na to, na co nie miałem prawa wydać. W tym roku to kolejna taka kontrola w niepublicznym przedszkolu. – Sprawdziliśmy sześć placówek i tylko w jednym przypadku nie stwierdziliśmy konieczności zwrotu pieniędzy – stwierdza Morow.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama