Do wypadku doszło w grudniu 2013 roku. Na ławie oskarżonych zasiada Witold B. i jego żona Monika. Mężczyzna odpowiada za spowodowanie wypadku i ucieczkę z miejsca zdarzenia. Grozi mu do 12 lat za kratami. Prokurator domaga się 5 lat więzienia, 15 tys. zł zadośćuczynienia dla rodziny ofiary, 2 tys. zł na rzecz poszkodowanych w wypadkach i 6-letniego zakazu prowadzenia pojazdów.
- Witold B. był policjantem. Miał bronić, chronić i pomagać ludziom. W dniu wypadku zaprzeczył wszystkim tym wartościom - przekonywał podczas mowy końcowej prokurator Arkadiusz Stańczyk.
Poszukiwania sprawcy wypadku trwały kilka dni. Witold B. służył w tym czasie w komendzie w Łęcznej. Obserwował, jak jego koledzy próbują namierzyć kierowcę.
Feralnego dnia Witold B. podróżował razem z żoną. Kobieta odpowiada obecnie za utrudnianie śledztwa i pozostawienie ofiary wypadku bez pomocy. Prokuratura domaga się dla niej roku i 6 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 5 lat oraz 2 tys. zł grzywny. Pełnomocnik rodziców Kasi wnioskowała o dłuższy wyrok dla Witolda B. oraz karę bez zawieszenia dla jego żony.
Obrońca byłego policjanta oczekuje, że jej klient zostanie uniewinniony od zarzutu spowodowania wypadku. Podczas procesu mec. Anna Lewandowska próbowała dowieść, że Kasia wbiegła na przejście tuż przed nadjeżdżającym samochodem. Gdyby tak było, Witold B. odpowiadałby tylko za nieudzielenie pomocy poszkodowanej.
Mężczyzna czeka na wyrok w areszcie. Tuż po zatrzymaniu został wyrzucony z policji.
Reklama














Komentarze